Warszawa – lubię to!

Lubię Warszawę. Bardzo. I nie boję się do tego przyznać.

Mieszkam tu już 10 lat, przyjechałem z prowincji za pracą, znajomymi i wielkim światem, bo moje miasto rodzinne zdecydowanie tego nie dawało i nie miało. I wiecie co, dobrze mi tu, mimo, że nie jest to ani Manhattan, ani Londek, czy też inne duże miasto. A wiadomo – Manhattan – wet dream mieszkaniowy kiedyś. Teraz to już w sumie nie wiem, czy dalej jest to aktualne.

Zresztą, Warszawa to chyba jedyne miasto budzące tak negatywne emocje zarówno wśród ludzi z innych miast, jak i jej własnych mieszkańców. Wszelakie Krakusy, Gdańszczanie czy insza inszość regionalnie upośledzona w swojej dumie autorytatywnie stwierdza, że to miasto jest brzydkie, bo tak, nie poświęciwszy chociażby sekundy na jego poznanie i zwiedzenie. A gwarantuję, że wylądowanie w środku blokowiska nawet w NYC buduje podobne, przygnębiające wrażenie. Rzecz w tym, że w Warszawie tych pięknych miejsc jest po prostu coraz więcej i w zasadzie całe centrum zaczyna już być miejscem do zachwycania się. Wystarczy przejść się zarówno i tymi uczęszczanymi szlakami głównych ulic, jak i powchodzić w te boczne by napotkać całą masę chwil typu „My God it’s instagram moment”. No ale to wymaga jakiegoś wysiłku, a powiedzenie, że Warszawa to syf nie kosztuje nic. I jakie jest trendy.

Druga fala narzekaczy to coś pomiędzy słoikiem (czyli osobą z poza warszawy, której rodzice dają żarcie w słoikach – nie wiem, czy to pejoratywne określenie, ale zakładam, że tak), a biurową klasą średnią. Osoba pełna nienawiści, złości i niespełnienia. Warszawa to syf, ale musi tu mieszkać bo praca, kasa czy inny whatever. Jakby tylko mógł, to by… zwykle jak spotykam takie osoby w nocy, to im tłumaczę, że mogą i niech sobie jadą. Po co mają męczyć siebie i innych też, tym narzekaniem.Kasa to nie wszystko, na ich miejsce znajdą się inni, a lokalna społeczność na pewno z wdzięcznością przyjmie swojego uduchowionego męczeństwem przedstawiciela.

Strasznie też śmieszy mnie to zwracanie uwagi, że stare miasto, to nie starówka, że dworzec jest główny, nie centralny w innych miastach. WTF ludzie, serio te nazwy są dla Was aż tak ważne?

Warszawa – duże miasto, dużo ludzi. Są opisani słoiko-BKŚ, są autochtoni, są przyjezdni. Moje doświadczenia mówią mi, że wolę imigrantów od autochtonów. Nothing personal, po prostu ludzie potrafiący zmienić miasto zamieszkania, zaryzykować dla kariery, kasy czy czegoś innego zwykle mają więcej w głowie. A jeżeli nawet mają tyle samo, to potrafią lepiej tego używać. Zresztą w moim aktualnym kręgu bliskich znajomych dominują właśnie takie osoby.

W sumie jednego czego mi brakuje w Warszawie i odróżnia ją od innych stolic zachodnioeuropejskich to multikulturowość. Jednak widać tę dominację jednej religii i rasy, co jakoś bardzo mi nie przeszkadza, ale też i byłoby miło, jakby różnorodność była większa. Ale spoko – wiem, że to się kiedyś wydarzy.

A tak? Spokojnie można sobie pić kawę w Starbaksie i na swoim ajpadzie pisać pracę domową dla swojego psychologa. chodzić na kawkę do czytelni, wybierać pomiędzy kuchniami, pomiędzy klubami, festiwalami, czy teatrami. Dzieje się masa rzeczy na raz i jest w czym wybierać, o ile się za bardzo nie wpadnie w marudzenie i da szansę swojemu discovery engine. A do tego mamy zarówno tę niską, europejską zabudowę, jak i wieżowce, dające przepiękny skyline, gdy patrzy się na nie od strony Wisły, rzeki, parki, plaże… po prostu jest prawie wszystko. Drażniące są tylko te cholerne demonstracje, pielgrzymki i protesty, ale cóż – takie są koszta życia w stolicy.

Wracając do dobrych stron – śą sklepy z fajnymi i dziwnymi rzeczami. Czy to gadżety z gier, czy modne, designerskie ciuchy. Da się znaleźć i poczuć to, co kiedyś miałem w njujorku, kiedy po raz pierwszy poczułem się – jej, eBay na żywo.

Lubię Warszawę. Fajnie się tu mieszka. Nie ruszam się.

Reklamy

4 thoughts on “Warszawa – lubię to!

  1. Graba kolego, zgadzam się. Mnie tylko troche irytuje klimat. No ale miasto jest fajne i ja tez nigdzie się nie wybieram.

  2. Ale to też ma swoje uroki przecież. Chociaż, jasne, mieszkanie w cieplejszym klimacie (LA style) też by miało masę uroku.

    Mi się jeszcze podoba jedna rzecz, o której miałem napisać, ale jakoś mi wyleciało z głowy. A dokładniej – chodzi o ludzi, którzy nagle chcą mi uprzyjemnić życie na ulicach. Pierwsze takie doświadczenie, to NYC – zaczęło padać i nagle pojawiła się tona osób chcąca sprzedać mi parasol i płaszcz. Zrobiło to na mnie duże wrażenie i wczoraj na spacerze miałem to samo.

    To znaczy nie padało, ale masa osób chciała za kasę coś fajnego mi dać. I to mi się podobało ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s