Władca Pierścieni w 4 minuty

Film

Silmarilion ostatnio czytałem chyba jeszcze w liceum. I szczerze mówiąc sporo pozapominałem z kosmologii uniwersum Tolkiena. Na szczęście są takie materiały, jak ten poniżej, dzięki którym szybko możemy sobie przypomnieć, kto jest kim i od kogo pochodzi.

Reklamy

Wsiąkłem w Pana Lodowego Ogrodu. Znowu

Straszliwie psioczyłem na Grzędowicza, że nie skończył Pana Lodowego Ogrodu na trzecim tomie i że znowu trzeba będzie czekać na kolejną część. I słusznie, bo znowu pomiędzy kolejnymi odcinakami opowieści minęło mnóstwo czasu. Na tyle dużo, żebym zdążył zapomnieć szczegóły i pamiętać tylko ogólny zarys.

Czytaj dalej

Steampunkowe smoki

Notatka poboczna

A tak przy okazji nagłego zainteresowania steampunkiem spieszę donieść, że zawsze chciałem mieć smoka.

Wcześniej był to kraken, ale z powodu naturalnych ograniczeń jakie ze sobą niesie (mieszkanie przy oceanie) stwierdziłem, że smok jest znacznie bardziej wszechstronny. No a po obejrzeniu teledysk Eye of the Storm było dla mnie jasne, że mężczyzna nie może czuć się kompletny bez smoka, powietrznego statku i czadowych gogli.

Blade Runner: które wizje przyszłości się sprawdziły?

Pamiętam, jak chciałem taki tekst zamówić dla Technologii tak z rok temu, a może nawet więcej. Generalnie miał się on przyjrzeć kanonowi fantastyki i sprawdzić, które przewidywania futurystów się sprawdziły, a co nie.

Finalnie, jak to często bywało, wszystko się jakoś rozmyło, choć jakiś tam research został wykonany. Fajnie, że taki materiał pojawił się na BBC. W końcu od premiery Blade Runnera minęło już 30 lat, a od Raportu mniejszości 10.
Czytaj dalej

A może trzeba po prostu coś robić drogi fandomie?

O tych złych młodych, co to nie chcą czytam od dawna. Ba, często i gęsto byłem jednym z nich. W końcu załapałem się na clash kulturowy pomiędzy graczami RPG a czytaczami starej dobrej SF.

Jedni nas nie chcieli, myśmy trochę mieli ich gdzieś, poza paroma walczącymi jednostkami. Wesoło było.

Ale i też cała ta przepychanka sprawiała, że trzeba było poznać i dowiedzieć się o czym Oni w zasadzie mówią, żeby nie dostać w pysk za mocno podczas flejmu na usenecie i nie dać się zepchnąć do narożnika.

Więc się czytało. A teraz podobno już nie. Sedeńko na swoim blogasku polemizuje z jeszcze jednym autorem. No i tam taki fragment.

Młodzi czytają dzisiaj innych autorów, ze swego pokolenia i oni są dla nich guru. Ci nowi piszą to, co już w fantastyce było, ale że ta generacja nie zna klasyki, więc tego nie widzi. To trzeba im pokazać. Więc dobrze, że Fabryka robi te antologie, bo jak się komuś spodoba Ellison, czy Cadigan, to zacznie szperać i sięgnie po moje książki.

No więc ja od razu powiem, że po tę antologię bym nie sięgnął, gdyby ktoś mi jej nie polecił. Czas na rozrywkę skrócił się ludziom drastycznie i bez dobrych rekomendacji nie wiem, czy znalazłbym czas na kupowanie i czytanie książek w ciemno, jak kiedyś mi się to zdarzało. Mam swoich autorów, którym ufam, mam ludzi, których rekomendacji słucham. Jak wszyscy zresztą.

Nikt nie wiem, że „Ci nowi piszą to, co już w fantastyce było” – może więc należałoby im to pokazać? Fabryka Słów ma swoją stronę? Zapewne ma. Może to na niej powinny pojawiać się fajne opracowania mówiące dlaczego daną antologię warto poczytać i że tam dowiem się, jak wtórne są aktualne pomysły? Parę przykładów na zanęcenie i wio. Mnie by zaciekawiło. Zwłaszcza gdyby taki tekst znalazł się też w tej antologii (być może jest, nie wiem).

Jakbym ja miał taki problem, to takie coś bym właśnie zamówił. Albo poprosił zaprzyjaźnione redakcje o napisanie tego w ramach świadczeń czy też wsparcia redakcyjnego.

Brakuje tu roli edukacyjnej, forum do wymiany poglądów, jaką pełniła kiedyś „Fantastyka”. Dzięki niej wszyscy znali wypowiedzi, eseje, publicystyką Jęczmyka, Oramusa i innych. Potem zostali tego pozbawieni (może i dlatego, że redakcja pozbyła się tak znakomitych publicystów, straciła zaufanie czytelników?). To są, Krzysztofie, nazwiska nieznane młodemu pokoleniu.  Na wspomnianym Falkonie spotkanie z Peterem Wattsem zgromadziło ledwie kilkunastu czytelników, tymczasem prelekcja na temat seksu w średniowieczy wypełniła salę po brzegi, a prelegent był w wieku słuchaczy.

Well, coż można rzecz – dobry tytuł i temat zawsze przyciągnął większą publikę i nie ma na co tu narzekać. Zresztą na poziom i jakoś konwentowych prelekcji narzekałem już dawno. Dużo tu winy zarówno organizatorów, jak i samych prelegentów.

W każdym razie – zmierzam do tego, że jak wydawcy brakuje takich rzeczy, to w ramach swojego PR powinien o nie zadbać. Nie jest to jakoś strasznie trudne i kosztowne do wykonania, a na pewno przyniosłoby pożytek wszystkim.

PS A tak btw. – Drogi Polterze, ja nie mówię, że macie na serwisie tworzyć jakieś wiekopomne dzieła, ale jak na razie wasza redakcja jest słabsza od połączonego feedu twitterowego z linkami. Może czas na ludzi, którzy mają jakąś opinię, a nie umieją jedynie zalinkować niusa?