Jakie pierwsze trofeum, taki cały rok

tipheret_2016-sty-01.png
Widzę, że rok temu zapomniałem zapisać, jakież to pierwsze trofeum zdobyłem „grając w grę”. W związku z tym, ciężko będzie mi sprawdzić, jak bardzo przełożyło się to na rzeczywistość. A szkoda, bo jak teraz patrzę sobie po blogasku to była to fajna zabawa.

O co chodzi? Co roku pisałem, że chodzi o tę zabawę, co to ją wymyślił Cubituss, że zaczęła się na starym forum Polygamii, więc w tym sobie daruję. Zwłaszcza, że dawno nic nie pisałem i czuję, że i język nie jest za bardzo giętki i palce jakieś zgrabiałe.

Do rzeczy zatem – w tym roku jako pierwsze trafiło się Władca Kości z Darksiders 2. Co to może znaczyć? Ho ho ho, czas pokaże, jakby to napisał bloger technologiczny. Na szczęście daleko mi od nich.

PS Do tego nagrałem długi podcast ze starą ekipą. Możecie go posłuchać tutaj

PPS Od pewnego czasu czuję, że chyba znowu mam coś do powiedzenia. Czy oznacza to, że zacznę znowu pisać? Oby.

Bez sensu są teraz te gry na wyłączność

game-console-comparison-2013-7

Tęsknię do starych dobrych czasów, gdy konsole czymś się od siebie różniły. Tymczasem poza Nintendo, które dzięki bogu podąża od zawsze swoją drogą, mamy dwie korporacje, które od dwóch generacji starają sprzedać się nam to samo.

Miałem pisać o grach na wyłączność, a znowu zaczynam marudzić na fakt, że PlayStation i Xbox niczym się od siebie nie różnią. Ale trudno o tym nie wspominać mówiąc o grach. I to nawet nie chodzi o to, że jestem stary i mam syndrom „starych dobrych czasów”.

Dawno temu, za czasów PS2, Xboksa i GameCube widziałem sens tytułów produkowanych tylko na jedną platformę. Sony, Micorosft i Nintendo miały swoje wizje elektronicznej rozrywki i pod nie zbudowały swoje konsole. Każda była na swój sposób unikalna, każda oferowała coś innego.

I wtedy zarówno produkcji studiów wewnętrznych (first party), jak i gry na wyłączność miały sens. Dlaczego? Bo pokazywały innym drogę. Brały to co najlepsze z danej platformy i mówiły, jak to wykorzystać. Dzięki temu powstawały unikatowe produkcje, które były niemożliwe do odtworzenia na innym sprzęcie. Były wyjątkowe.

A teraz? PS3 i Xboks 360 były dokładnie takie same. Miały zbliżone możliwości, w tym samym momencie wprowadziły kamerki, a potem kontrolery ruchowe. Tak samo też nie umiały dobrze ich wykorzystać. Gry wyglądały tak samo, tytuły, które miały pojawić się tylko na jednej platformie po jakimś czasie pojawiały się też i na drugiej.

W czasach PS4 i Xboksa One niestety też nie jest inaczej. Nie dostajemy unikatowych wrażeń, konsole znowu są bliźniaczo podobne. Gry albo się niczym od siebie nie różnią, albo są to po prostu te same tytuły. Póki co, w grach na wyłączność, nadal nie widać unikalnych cech każdej platformy. Chodzi o to, aby posiadacze tej drugiej nie mogli w nie zagrać, dzięki czemu nasze będzie lepsze. Nie dlatego, że by się nie dało. Dlatego, że my na to nie pozwolimy.

Smutne to, ale w sumie nie ma się czemu dziwić. PlayStation i Xbox od lat oferują dokładnie to samo. A nawet drobna różnica w pomysłach, którą widzieliśmy przy starcie obecnej generacji została bardzo szybko wyrównana przez graczy, którzy nowości bynajmniej nie chcieli.

Gry na wyłączność z perełek definiujących daną generację szybko stały się tylko i wyłącznie zabiegiem marketingowym. Na szczęście teraz nie opłaca się nawet zabezpieczać sobie tej źle pojętej ekskluzywności na stałe, a tylko czasowo.

I dobrze.

Drogi Ubisofcie, piszę bo mi zależy

2014-04-23 15.44.43

Zaledwie 20 dni temu – 3 kwietnia – bez specjalnego rozgłosu i należnej uwagi minęła okrągła 8 rocznica premiery dodatku, który zmienił wszystko.

Przypomnę tutaj, że 2006 rok to były mroczne wieki konsol w Polsce. Serwisy o grach cierpiały pod jarzmem podobnych mi ignorantów, a światli redaktorzy dopiero szkolili swe pióra w komentarzach. Swej oficjalnej premiery nie miała jeszcze konsola PlayStation 3, na którą polski gracz musiał czekać jeszcze prawie rok. Było ciężko, nie ukrywam. Gry były drogie, nie było ich dużo, a Xboksy 360 psuły się niemiłosiernie.

Co więcej, nasz mały growy światek dopiero uczył się pojęcia DLC. Teraz już wszyscy wiemy, co może kryć się pod zwrotem „dodatkowa zawartość”, wtedy jednak wszystko było dla nas nowe.

I wyobraź sobie Ubisofcie, że wówczas, tego 3 kwietnia do gry Oblivion pojawił się dodatek Horse Armor nazywany później pieszczotliwie szmatą dla konia. Zapytasz jaki jest sens wydawania dodatku, którego jedynym zadaniem jest upiększenie wierzchowca w grze dla pojedynczego gracza? Większość graczy też go nie widziała i mocno krytykowała tę nowinkę. Tam jednak, gdzie inni widzieli wyciągania kasy, ja widziałem możliwości. To dopiero początek, mówiłem. Przecież nikt nie każe Wam kupować.

Dużo czasu minęło od tych mrocznych czasów. Metodą prób i błędów rynek uczył się powoli, jak zarabiać na dodatkowej zawartości. Zmieniły się serwisy, redakcje,  pojawiły się gry indie, zaś parę marek zniknęło z pola elektronicznej bitwy.

Na szczęście drogi Ubisofcie tobie się udało i dzięki mądrym decyzjom i ciekawym tytułom dotrwałeś wraz ze mną aż do dziś zapewniając mi mnóstwo dobrej rozrywki. Jedną z gier, za które chcę cię szczególnie pochwalić jest South Park. To, tak jak Oblivion gra RPG dla pojedynczego gracza ze świetną fabułą. Póki co, to jedna z najlepszych gier, jakie wyszły tego roku.

Grę skończyłem, bawiłem się świetnie i czekałem na obiecane dodatki. I dlatego właśnie piszę.

Wyjaśnij mi, drogi Ubisofcie dlaczego pierwsze, co pokazało się do dokupienia, były dodatkowe stroje? Grę już skończyłem, a nie należę do osób, które są w nie najlepsze i przejście danego tytułu zajmuje im zaledwie parę dni. Nie.

Większość osób South Park już pewnie pokończyło i to, co może je skłonić do powrotu do grania w ten tytuł to NOWE PRZYGODY, a nie NOWE STROJE.

Nawet jeżeli kosztują dokładnie tyle, co Horse Armor te 8 lat temu.

Super świat II – idealny tytuł gry

Obrazek

Zrzut ekranu 2014-04-23 11.26.01

Skoro pojawiła się lista wszystkich wydanych gier, to czemu się nią nie pobawić? Ściągnąłem ją, przypomniałem sobie komendę sed i za jej pomocą zostawiłem same tytuły bez daty, platformy i wydawcy (sed „s/[(].*//” alternate_list_of_every_video_game_ever_\(v2b > cleaned.txt ).

A potem przepuściłem to przez specjalne narzędzie układające takie ładne grafiki z najczęściej powtarzających się wyrazów.

Wynik powyżej. Ciekawe, co?

Szkoda czasu

Infinity-Time1

Fineasz Fogg założył się o niebagatelną wówczas sumę 20 tysiący funtów, że objedzie świat dookoła w 80 dni. W owych czasach wydawało się to wykonalne, ale mało możliwe, by w tak krótkim czasie przebyć tak wielką odległość. Teraz na analogiczną podróż samolotem potrzebowalibyśmy około 20 godzin, samochodem wyrobilibyśmy się okolicach 15 dni. Czasy się zmieniły, ale czas pozostał ten sam. Niezmienny.

80 dni to dużo czasu. Na swoją wyprawę do Azji poświęciłem dużo mniej – bo zaledwie trochę ponad 3 tygodnie. Zwiedziłem 3 kraje, głaskałem tygrysy, nauczyłem się jeździć na motorze. To wszystko zajęło mi jakieś 504 godziny. Według strony hltb.com zajmującej się określaniem, ile średnio czasu potrzeba nam na przejście gry, w tym samym okresie byłbym w stanie przejść na swoim PS3: Borderlands 2, Falllout: New Vegas, Skyrima, Dragon Age, MotorStorma i gdybym był hardcorowym masochistą to któreś Dark Souls.

Oczywiście – nieco tu naciągam fakty. Przede wszystkim podałem głównie tytuły wielkich i długaśnych RPGów, z drugiej strony, to wszystko gry dla pojedynczego gracza. Kampanie, które mają początek i koniec. Zapewne takie League of Legends czy Battlefield mogą zjeść dużo więcej czasu.

Po co to piszę? Bynajmniej nie dlatego, żeby zakończyć to wszystko konkluzją, że gry są do dupy i zjadają nam za dużo czasu. Nie, to nie jest moim celem. Po prostu chcę pokazać ile czasu zajmuje nam to hobby i co można z nim innego zrobić.I że granie w rozciągnięte na siłę produkcje mija się z celem. Powtarzalne monotonne misje w kampaniach dla pojedynczego gracza, to strata czasu. Gra nie musi mieć miliona godzin by być dobra.

Pisałem to już parę razy, ale powtórzę raz jeszcze. W naszym świecie czas to jedyna wartość stała. Owszem, jego postrzeganie jest bardzo różne i zależy od wielu czynników. Serio. Czas może nam się dłużyć lub upływać w oka mgnieniu w zależności od tego ile mamy lat, ile nowych rzeczy poznajemy a czasami nawet w zależności od tego czy jest ciepło cy zimno, ale nie zmienia to faktu, że w momencie naszych narodzin rusza zegarek, który odlicza nasz czas do śmierci.

Prawie wszystko inne możemy kupić, czasu nie. Więc może warto spędzać go na rzeczach wartościowych. Nie musimy grać we wszystkie tytuły, aż do zdobycia w nich platyny czy 1000 punktów osiągnięć. Nie warto oglądać wszystkich seriali jak leci czy czytać każdego chłamu.

Jeżeli kontent, to tylko najlepszy. Szkoda czasu na średniaki.

Myliłem się i to dwukrotnie. Wirtualna rzeczywistość przyszła do nas dużo wcześniej – #PoPolygadka 4

BjmzocECMAAppW3.jpg-large

Cóż za zbieg okoliczności… O drugim podejściu do wirtualnej rzeczywistości miałem napisać już parę dni temu, kiedy to Sony ogłosiło oficjalnie swój hełm VR, na razie znany jako projekt Morfeusz. Przewidywałem, że wydarzy się to dopiero na E3, że wraz z Microsoftem uczynią z tego motyw przewodni tegorocznych targów E3 w lecie. A potem aplikacja dla cyborgów – Timehop – przypomniała mi, że dwa lata temu nakręciłem reportaż o powrocie wirtualnej rzeczywistości (wybaczcie, musicie kliknąć, nie da się go tu osadzić).

 

Czytaj dalej

Zachwycam się South Parkiem, inni Titanfallem, Thief tak średnio – #PoPolygadka 3

2606767-south-park-the-stick-of-truth_2013_06-04-13_008

To na co chcesz kod – słyszę pytanie i w sumie nie wiem jeszcze co odpowiedzieć. Nie wiem w sumie – gram trochę na zwłokę – a co będzie mniejszym problemem? – pytam. Mam i na PS3 i na Xboksa 360 – mówi. Wiesz co, daj na PlayStation – słyszę sam siebie i nie mogę uwierzyć. Dokonało się. Po raz pierwszy świadomie wybrałem wersję na tę drugą konsolę.

Drugą, bo system Xboksa jakoś zawsze do mnie przemawiał. Lubiłem i Osiągnięcia i listy znajomych i trzymanie save’ów w chmurze. Wszystko wydawało się takie logiczne i naturalne. W porównaniu z PlayStation 3 użytkowanie konsoli Microsoftu zawsze wydawało mi się dużo prostsze, że o padzie do grania już nie wspomnę. I zawsze wybierałem wersje na 360.

Wystarczyło parę tygodni z PlayStation 4 i już wiem, że chcę kupić tę konsolę to i modyfikuje ona moje spojrzenie na poprzednią generację. Chcę zbierać trofea, mieć znajomych na PSN i generalnie przesiąść się na tę platformę. O ile wcześniej chciałem mieć wszystkie dostępne konsole, o tyle teraz wiem, że jedna w zupełności mi wystarczy. W czasach inflacji kontentu wystarczy mi spokojnie oferta jednej firmy. I tak nie mam już fizycznie szansy zagrać we wszystkie gry. Zresztą nawet bym nie chciał. Szkoda czasu na średniaki. Warto włączyć tylko najlepsze pozycje.

Do tej pory gry na wyłączność na platformy Sony były i znacznie lepsze i było ich więcej, z wyborem problemu nie miałem. Zwłaszcza, że Xbox One w naszym kraju nie ma. Wiem, że prawie na pewno pojawi się w październiku tego roku, ale wówczas… cóż – dla mnie będzie już za późno. Decyzja podjęta. Gram od teraz głównie na PlayStation.

Czytaj dalej

Ktoś w Fakcie nie zrozumiał, co przeczytał u konkurencji

Skąd to wiem? Prosta sprawa, wystarczy poczytać.

Zdarzyła się tragedia, rzecz straszna – 14-latek zgwałcił 3-letnią siostrzenicę. Poza samą informacją mamy tylko wypowiedź winnego:

Grałem akurat na komputerze. W tej grze kobieta tańczyła dla mnie na rurze. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nagle coś kazało mi podejść do Ewy i to zrobić – zeznał chłopak w sądzie rodzinnym.

Coś w niego wstąpiło, coś mu kazało. Głosy? Cholera wie. W każdym razie, na pewno, jest z nim coś nie tak. Pomijam już fakt, że grał w grę nie przeznaczoną dla niego, a tańczącą na rurze kobietę mógł równie dobrze zobaczyć w telewizji czy internecie. I o ile Super Express relacjonuje to normalnie, o tyle w Fakcie już czytamy: „Straszne skutki gry komputerowej”, a na końcu mamy ankietę „Czy gry komputerowe są niebezpieczne” z binarnym tak/nie.

Nie, nie będę się zniżał do tłumaczenia, co jest nie tak ze stawianiem znaku równości pomiędzy grą wideo a gwałtem. Napisano to już milion razy. Co więcej sam opublikowałem kiedyś tekst mówiący, że to nie jest tak, że gry nie mają na nas wpływu.

W Fakcie najwyraźniej ktoś nie zrozumiał co przeczytał gdzie indziej i sobie dodał, co mu się wydawało. 

„Doniesienia z Krymu, jak początek Call of Duty”

Czytam na Twitterze tytułową refleksję jednego z dziennikarzy dotyczącej sytuacji na Ukrainie i mam wrażenie, że gdzieś to już widziałem, słyszałem, a nawet pisałem. Czuję się wyjątkowo, bo wbrew powiedzeniu Lema „Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta” – właśnie pamiętam.

Było i o tym, że wojna w grach wygląda już jak ta rzeczywista. Że czytając relację możemy nie załapać, że to nie intro, a rzeczywistość. No i że niektóre wydarzenia już przerabialiśmy na ekranie monitora.

Rok 2010, na łamach Polygamii, której wówczas byłem naczelnym opisuję sztukę: „Po lewej stronie ekranu widzimy rzeczywisty zapis różnych akcji wojennych z Iraku, które pojawiły się na stronach Wikileaks, po prawej fragment gry wideo Call of Duty: Modern Warfare. Dźwięk jest zmiksowany i puszczany na przemian z obydwu wideo.

Co chce nam przekazać artysta? Jak sam mówi o swoim dziele: „pokazuję, jak moja generacja ogląda wojnę. Od pierwszych surrealistycznych i ziarnistych czarno-białych przekazów telewizyjnych, aż do hyperrealistycznych i ostrych obrazów z gier wideo, przy których dojrzewają Amerykanie”. Bricker w wywiadzie dla LA Times dodał też, że chce być katalizatorem dla rozmów. „Oczywiście mam też swoje cele polityczne, ale chcę dać ludziom miejsce na dyskusje i rozmowy, zamiast wykładać swoją wizję”

Praca znalazła się w 25 najlepszych nagraniach wybranych przez Muzeum Guggenheima w konkursie YouTube Play.”

A jeszcze wcześniej? Rok 2008 – Rosja atakuje Gruzję. Nie, nie w grze, wtedy to działo się naprawdę. Chociaż… „Jest rok 2008. W Rosji do władzy dochodzą ultranacjonaliści, którzy zamierzają spowodować odrodzenie potęgi Związku Radzieckiego. Rosyjska machina wojenna kieruje swoją agresję w kierunku byłych republik radzieckich. Czołgi przekraczają granicę rosyjsko-gruzińską. Cały świat wstrzymuje oddech. Wojna.” – pisze autor niusa na Gry-OnLine. „Taki wstęp zaserwowała nam w 2001 roku w grze zatytułowanej Tom Clancy’s Ghost Recon firma Red Storm Entertainment. Co prawda, póki co Rosjanie jeszcze nie wyciągnęli rąk w kierunku Ukrainy i Białorusi…” – dodaje.

Rok 2014, teraz – „Jak podaje – powołując się na własne źródła – agencja Interfax, rosyjscy żołnierze zajęli lotnisko wojskowe w Sewastopolu na Krymie.” – to nagłówek na wyborcza.pl.

Idę włączyć Call of Duty.

Drodzy gracze, myliłem się – macie się czego bać

tumblr_lrasqvCM5o1qgixvio1_1280

Och jakże prosto było pomyśleć o nich jako oszołomach i śmiać się z wówczas głupich argumentów. „Mogą nas szpiegować” – pisali. „Nie bez powodu wszędzie są te kamerki, Microsoft i CIA wiedzą co robią” – a ja mówiłem sobie w myślach – jasne, na to pewno o to chodzi.

Zauważyliście, że w zasadzie każde urządzenie ma teraz kamerę? Och, powiecie – też mi blogerska rewelacja, przecież to się dzieje od lat. Jasne, tak, zgodzę się. Ale teraz zmieniło się co innego – wskaźnik, kiedy jesteśmy nagrywani. Po raz pierwszy zwróciłem na to uwagę jeszcze za moich agorowych czasów. Robiłem wówczas reportaż o nowym telewizorze Samsunga. Wszystko było pięknie – wymienne bebechy, rozdzielczości i przekątne. A do tego sterowanie gestami i głosem.

Tak była tam kamerka. Ale nie zwróciłem na nią uwagi, gdyż nie było przy niej żadnej diodki, która sygnalizowałaby fakt, że jest ona włączona. Przypomniałem sobie szybko, że przecież coś analogicznego pojawiło się już dawno temu w książce 1984 George Orwella. Tam telewizory służyły do tego, by obserwować obywateli. 28 lat po wydarzeniach z książki Samsung pomysł ten wprowadził w życie.

1984 na żywo

„Nie rozumiem o ci chodzi” – tłumaczył mi wówczas prezentujący telewizor PR-owiec. „Owszem, możesz dzięki specjalnej  oglądać, co się dzieje u ciebie w domu, ale przecież nie oznacza to, że Samsung też to będzie robił. Przecież my mamy standardy!”. Uwielbiam gdy ktoś mówi mi o moralności i standardach korporacji, ale nie miałem ani sił ani ochoty by się o to jakoś specjalnie wykłócać. Nawet informację, że hakerzy nie będą mogli oglądać jak siedzę nagi i smaruję się musztardą podczas oglądania „Jak oni śpiewają”, bo przecież system zabezpieczony jest loginem i hasłem.

Informacje o złamaniu zabezpieczeń pojawiły się kilka miesięcy później.

Patrzę na gadżety w moim posiadaniu. Większość z nich, jeżeli nie wszystkie mają kamerkę. Wszystkie mają dostęp do internetu, praktycznie żaden nie pokazuje kiedy kamera nagrywa. Żeby mieć absolutną pewność, że nikt mnie aktualnie nie podgląda muszę wyłączyć WiFi (bo przecież kabli już nic nie ma, też nie widać kiedy coś jest podpięte, a kiedy nie), uwierzyć na słowo, że nie ma żadnej karty z dostępem po 3G i zakleić obiektyw kamerki. Inaczej cholera wie, co tam się dzieje. Skoro LG mogło wysyłać do centrali nazwy plików z wkładanych do swoich urządzeń pendrive’ów, to czemuż by też i nie nagrywać tego, co widzi telewizor. Bo co, nieładnie?

Podglądam cię

Siedzę sobie i myślę o tych dyskusjach, które pojawiły się przy premierze nowych konsol. Pamiętacie, jaka była jazda z powodu obowiązkowego Kinecta przy każdym Xbox One? Był w każdym zestawie, konsola bez niego nie działała. Wówczas lamenty graczy mówiących, że Microsoft do spółki z CIA będzie ich podglądać klasyfikowałem jako podwyższone stany paranoiczne. Myliłem się. To oni mieli rację. Jest się czego bać.

A wszystko to w związku z nowymi rewelacjami, które ujawnił brytyjski Guardian.

303180-good_tin_foil_hat

Angielska agencja szpiegowska GCHQ, według nowych rewelacji przekazanych przez Snowdena, miała podsłuchiwać rozmowy prowadzone za pomocą komunikatora Yahoo. Dotyczyło to zarówno czatów tekstowych, przechwytywane były też rozmowy głosowe i wideo. Program OPTIC NERVE wyszukiwał ludzi o imionach i ksywkach podobnych do poszukiwanych podejrzanych, przestępców i terrorystów. Podczas swojej co najmniej dwuletniej działalności pracownikom agencji pokazane zostały prywatne konwersacje. Jako ciekawostkę dodam, że około 11% z nich dotyczyła seksu i można było sobie pooglądać na nich różne takie sceny i zdjęcia.

Trochę śmiesznie, a bardziej strasznie, co? Zwłaszcza, że z dokumentów wynika, że program miał być rozszerzony o Kinecta. Z niewiadomych powodów nie został. Albo działa nadal, tylko o tym nie wiem. Cholera wie.

W 2010 Kinect to było tylko akcesorium, w 2014 jest on dokładany do każdego Xbox One. PlayStation 4 też ma kamerkę. Co prawda nie jest ona wymagana do działania konsoli i nie ma jej w każdym zestawie. Ale za to też nie widać kiedy jest włączona i nagrywa.

„Snowden pokazał,że nie dość, że im się chce, to podglądają absolutnie wszystko, co mogą i wszystkie spiskowe teorie okazały się prawdą. A nie fantastyką rodem z Bonda.” – mówi mi w rozmowie znajomy.” – nie sposób się z nim nie zgodzić. Nie wiem, kiedy uwierzyliśmy, że internet to miejsce wolności i swobody. A zwłaszcza ten, z którego korzystają nasze gadżety. Bo wiadomo, komputer to nam mogą szpiegować, ale  przecież te komórki i konsole do gier, to komu by się chciało.

Błąd. Chcą, mogą i będą.

AKTUALIZACJA: Nie uwierzycie, ale Microsoft stwierdził, że nic o tym nie wie, o programie Optic Nerve nie słyszał, a tak w ogóle to jest przeciwny szpiegowaniu.

Szybko umarły moje trójwymiarowe marzenia

ps3-3d-04-hands600

„Teraz ma być 4K i o 3D mamy zapomnieć, bo musimy zmienić nasze telewizory na 4K” – mówi do mnie Maciek podczas rozmowy. No właśnie, rzecz w tym, że ja o tym 3D dopiero co sobie przypomniałem. I co gorsza – spodobało mi się.

Zaczęło się niewinnie. Włożyłem płytę z bajką do odtwarzacza i zdziwiony zobaczyłem na telewizorze informację, że wykryto wersję 3D i czy się od razu przestawić na ten tryb wyświetlania. Podrapałem się w głowę, stwierdziłem, że wiem, gdzie są okulary i zaakceptowałem. I – jejku – spodobało mi się, mimo, że Hotel Transylwania jakoś szczególnie dużo tych efektów głębi nie ma. 

No właśnie – tych filmów specjalnie robionych pod trójwymiar za dużo do tej pory nie było. Na szybko mogę wymienić od razu Awatara, Pacific Rim, Grawitację i może Beowulfa. A poza tym prawie nic. Reszta to zwykły obraz z dołożonymi co jakiś czas efektami, żeby nie zapomnieć, po co się te okulary założyło.

„Wiesz, że znacząca większość filmów 3D nie jest kręcone w 3D?” – kręcę głową, że nie wiem, bo i niby skąd. Maciek mówi dalej – „Kręci je się normalnie, w 2D, bo taniej i wygodniej, a potem specjalne firmy postprodukcyjne (1000 tanich pracowników) do każdej sceny generuje głębię – mają do tego soft i sposoby”. – dodaje. Trochę to wyjaśnia, jak możliwe jest zrobienie Titanica 3D czy oryginalnych Star Warsów 3D. To, oczywiście, w pewnym sensie oszustwo, bo dla obrazu drugiego oka trzeba trochę domalować, bo nie ma jednak obrazu z drugiej kamery. Ale to też da się zrobić.

No dobra, rozumiem, to filmy, nie przyjęło się. Trzeba specjalnie filmować, planować i w ogóle kosztuje to więcej. Ale gry?

Telewizora bez opcji 3D chyba nie da się teraz kupić, a nawet jeżeli, to trzeba się postarać.  No dostosować grę jest chyba prościej niż film. No i eony temu – w 2010 – Sony naprawdę starało się dostarczyć w tym temacie jak najwięcej. Gry, reklamy, a nawet specjalny model telewizora. Działo się. A adopcja i penetracja rynku rosły. Wykresy z owego czasu wyglądają jak erekcja nastolatka. 3D było przyszłością. 

No i przyznam, że grało się fajnie. Odpaliłem parę tytułów na swoim PlayStation 3, pograłem, było nieźle. Rozochocony przełączyłem się na chwilę na PS4 a tam… pustka. Nic, zero, nie żartuję, bo przecież flippera na poważnie brać nie będziemy. Dlaczego?

„Nie opłaca się – nikt w to nie gra” – odpisuje mi na moje pytania Michał Iwanicki z Activision. „Ze stastów wynikało, że to jedynie bodaj 1.5% użytkowników” – dodaje. Czuję się trochę wyjątkowo, z tym nagłym awansem do wąskiego grona użytkowników 3D.

No dobrze – kombinuję sobie – ale skoro każdy ma telewizor 3D, a gry konwertuje się do trójwymiaru w miarę prosto i prawie nic to nie kosztuje (tak gdzieś słyszałem) – to czego nie dać takiej opcji? „A skąd przypuszczenie, że nic nie kosztuje?’ – pyta Michał. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie. „To jest całkiem sporo roboty” – zaczyna mini wykład. ” Jak robisz wersje mocno uproszczoną, gdzie drugie oko jest jedynie reprojekcją to trzeba się napracować z artefaktami, wypełnianiem dziur i upewnianiem się, że jakoś to wygląda. Renderujesz dwa osobne widoki, męczysz się z koniecznością alokacji dodatkowej pamięci, dwukrotnego renderingu itp. Do tego niezależnie od rozwiązania są problemy z UI które jest dwa-de, z kontrola płaszczyzny zerowej paralaksy…” – gdzieś w tym momencie zauważam, że nieco się wyłączyłem. „Nie możesz jakoś prościej?” – pytam z niewinną miną. „Po co poświęcać jakoś obrazu, framerate, czas deweloperów i kupę kasy na to żeby w telewizorze było trochę głębi? Bez sensu.” – po chwili odpowiada Michał. 

To samo słyszę od innych. „Ludzie wolą więcej klatek na sekundę czy ładniejszą grafikę, niż uciążliwe 3D” – podsumowuje Jarosław Pleskot z Flying Wild Hog. Przyznam się, że ja tych ubytków nie zauważyłem. Ale też i może nie przyglądałem się za dobrze.

A teraz to już chyba nie ma sensu.

Na moich oczach pojawiła się i upadła cała gałąź technologii. Wystarczyły 4 lata by wszyscy zapomnieli o domowym trójwymiarze. Podobno jakieś gry na aktualną, 8 generację konsol w 3D się robią. I tak zupełnie ten pomysł od razu nie umrze. Tylko czy ktoś poza mną na tym skorzysta?

Póki co mamy do jarania się wystawione technologie z ogromną rozdzielczością 4K. A już za rok podobno mają się pojawić hologramy. Takie jak w Gwiezdnych Wojnach.

Ciekawe jak długo pożyją te marzenia.   

PS No i dość znaczące jest, że najnowocześniejsze kina 4D puszczają filmy w 2D, prawda?

A oto i tajemnica pierwszych recenzji i ocen

Smutny Big Daddy

Pierwsze recenzje są bardzo ważne. Działy PR i marketingu starannie dobierają media, w których się one pojawią, często uzależniając możliwość publikacji z czasową wyłącznością od wysokości wystawionej oceny. Dlaczego?

W tekście „Możemy ufać pierwszym ocenom – rzadko kiedy bywają przesadzone” czytamy:

Bo pierwsze oceny rzadko kiedy różnią się od pozostałych, wystawianych później.

I nic dziwnego.

Po to dobiera się media, by nadały one odpowiedni ton. Wszystkie inne recenzje będą już tylko odnosić się do tych pierwszych. Mimo zapewnień recenzentów, sami możecie zobaczyć, że ustalone na początku oceny raczej się utrzymują.

No i nie oszukujmy się, pisząc swoją recenzję każdy autor zajrzy do kolegów po piórze by zobaczyć czy czegoś nie pominął, albo na co zwrócili uwagę inni. I chcąc nie chcąc w jakiś sposób ich ocena będzie wpływać na jego.

Oczywiście można zagrać na skandalu i wystawić drastycznie różną notę, ale wówczas tekst taki zawsze będzie wydawał się podejrzany. No bo co jest nie tak z autorem, skoro jego ocena aż tak odbiega od growego mainstreamu? Czy chodzi tu o kliki? A może najzupełniej się nie zna? To całkowicie naturalne pytania. W końcu przecież cały świat dany tytuł ocenia inaczej.

Ot i cała tajemnica podobnych ocen i selekcji mediów do pierwszych, ekskluzywnych recenzji.

To tylko część działań mających na celu uzyskanie prze grę dobrej średniej oceny na serwisie Metacritic. Nikogo nie powinno chyba dziwić, że media których recenzja jest znacząca dla tego agregatu są traktowane z większą uwagą przez wydawców.

Nic dziwnego – w dzisiejszym świecie jakość ocenia się właśnie w ten sposób. I z niej są rozliczani twórcy.

Kłody pod cyfrowe nogi – faktury, a w zasadzie ich brak

120130808173924

Jejku, jak to mnie wkurza. Mogę przełknąć fakt, że mimo braku pośredników i nośnika za dobra cyfrowe płacę tyle samo, co za te na nośniku. Ale nie cierpię być tratowany gorzej. A wychodzi na to, że klient cyfrowy to klient drugiej kategorii.

Prowadzę działalność gospodarczą, zdarza mi się pisać o grach, ich zakup wrzucam sobie w koszta. Sklepy wystawiają mi fakturę, wszystko jest ok. Chyba, że to sklep cyfrowy. Wówczas okazuje się, że się nie da. Ot tak, po prostu.

Nie wiem, jak w przypadku Microsoftu, sprawdzę, ale przy zakupach na PSN faktura – moi drodzy – Wam nie przysługuje. Dlaczego? Dział pomocy PlayStation Polska tłumaczy:

konsola PlayStation oraz usługi są przeznaczone do użytku domowego. Z tego powodu za zakupy w PS Store nie otrzymuje się faktur

 

Dobrze, że sklepy sprzedające gry na płytach o tym nie wiedzą. Zresztą, o dziwo na kupione karty zdrapki też można dostać fakturę. Tylko za wygodniejszy dla Sony zakup przysługuje nam mniej praw. Bo i niby dlaczego traktować go serio?

Awanturować też się za bardzo nie ma z kim. Spółka, od której kupujemy gry z PSN zapewne zarejestrowana jest w kraju, który nie ma obowiązku wystawiania faktur na żądanie. Przerabialiśmy to przy okazji włamania do PlayStation Network. Pamiętacie? W specjalnym raporcie pisałem:

Niestety Sony nie jest firmą polską, ani zarejestrowaną w Unii Europejskiej, jak również jej serwery nie znajdują się na terenie Unii, co znacząco zmniejsza pole manewru – mówi nam Wojciech Wiewiórowski z GIODO. – Zresztą nie dzieje się tak bez powodu. Firmy nie lubią obostrzeń i możliwości wywierania na nie wpływu przez UE.

Już raz to pisałem, ale powtórzę – ciężko być fanem cyfrowej dystrybucji.