Drang nach osten

Przez całe swoje życie byłem zapatrzony w Zachód. Chyba czas to zmienić.

Kiedy dawno temu kolega mówił mi, że marzy mu się chatka na wybrzeżu Azji i praca zdalna za polskie pieniądze, to zupełnie go nie rozumiałem. Wówczas wyprawa do Tajlandii, Kambodży czy innych krajów Azji kojarzyła mi się wyłącznie z turystyką ekstremalną i nie rozumiałem, jak ktoś chce tam tak po prostu mieszkać.

I wiecie co, chyba w końcu zrozumiałem.

Zapatrzenie  w Zachód trochę mi minęło, zwłaszcza, że ani technologicznie ani cywilizacyjnie bezwzględnymi zwycięzcami to oni już nie są. A po drugie niesamowicie drażni mnie to traktowanie z góry i nasze polskie płaszczenie się przed nimi.

Tymczasem Wschód ma do zaoferowania naprawdę dużo. Pominę tu milczeniem całą ich mistyczno-mityczną filozofię, którą bezbłędnie obnażył Pratchett w Ciekawych Czasach. Chodzi mi o to, że tu zawsze jest coś. Albo mamy do czynienia z multikulturowym tyglem, albo jest obłędnie tanio, albo egzotycznie, albo pięknie, albo po prostu bogato.

Współczesne arabskie miasta zbudowane za petrodolary onieśmielają, w Kambodży, która nieco przypomina Polskę za PRL płacę za wszystko 1$, Tajwan to i piękne wyspy i imprezowa mieszanka jednocześnie, no a plaże, kajty i przyroda, plus buszowanie po starodawnych ruinach obcych nam kultur. Słowem, gdzie się człowiek nie obróci – wypas.

A przy okazji – wszyscy są mili, wszyscy się cieszą, prawie wszędzie w hotelach jest darmowy internet, no i w styczniu można chodzić w klapkach. O różnicach w cenach już pisałem? Nawet jeżeli tak, to warto powtórzyć – za parę tysięcy polskich złotych da się tu żyć całkiem nieźle. Sam myślę, czy nie spróbować.

Słowem – odkryłem i polubiłem Azję. Być może przemawia przeze mnie zapał neofity, może po dłuższym pobycie może się okazać, że jest to okropne miejsce, ale aktualnie niesamowicie mnie kusi przeprowadzka do chociażby Tajlandii.

Nawet jeżeli wszystko to zakończy się po prostu na chceniu, to i tak coś się we mnie zmieniło. Zacząłem zauważać więcej kierunków i w końcu doceniłem azjatyckie tygrysy.

Lepiej późno niż wcale, prawda?

Reklamy

10 thoughts on “Drang nach osten

  1. Mnie ten kierunek pociąga od jakiegoś czasu. Na razie właściwie na wyrost, bo dopiero przede mną pierwsza podróż w ten rejon (Tajlandia), ale po rozmowach ze znajomymi i lekturze różnych blogów wydaje się to być ciekawe miejsce. Jednym ze słabszych momentów 2013 roku był dla mnie ten, w którym trafiłem o jakiś tydzień za późno na ogłoszenie o poszukiwaniu do Szanghaju native speakera z Polski. Raczej często się takie nie trafiają.

    • Bardzo polecam. A najlepiej weź sobie więcej wolnego (3-4 tygodnie) i zahacz też od razu Kambodżę i Wietnam i Laos. I spróbuj trafić na Fool Moon Festival ;)

      • Najbardziej bym chciał Kambodżę zobaczyć, ale tym razem nie da rady. Mam już kupiony bilet, także z długością pobytu nic nie pokombinuję. Ale i dwa tygodnie na północy jest lepsze niż nic :) Bardzo Ci zazdroszczę Angkor Wat, ale myślę, że Sukhothai czy Ayutthaya też nie rozczarują :)

      • Poprzednie dwie stolice Tajlandii. Ruiny, więc podejrzewam, że możesz po swoich podróżach (i dowiedzinach np. w Angkor Wat właśnie) nie być poruszony tak bardzo, jak będę przypuszczalnie ja ;) Pewnie to dobre pytanie do Panthery: czy warto, a jeśli w obu tych miastach jest to samo, to gdzie lepiej się wybrać, mając ograniczony czas ;)

      • A to nie do mnie pytanie, ja tam tylko chwilę sylwestra widziałem (wow) i połaziłem piechotą dzień później.

  2. Ha! Nie przypadkiem mówi się, że podróże kształcą. Najzwyczajniej w świecie o to właśnie tutaj chodzi. Wątpię, że wytrzymałbyś najcieplejsze miesiące w Tajlandii i szybko zatęskniłbyś za klimatem, do którego jesteś przyzwyczajony. Nie trzeba też wyjeżdżać na stałe; można tam spędzać kilka miesięcy w roku… Zobaczymy jak zareagujesz na dziewczyny w Tajlandii. :-) No i nic nie pal ;-) bo Twoje marzenia mogą spełnić się szybciej niż przypuszczałeś.

    • Haha, ok. Shemale to już sobie w Turcji pooglądałem, co do palenia opium to raczej też odpada. A ciepłe miesiące – tu możesz mieć rację.

  3. Moim kompromisem ze światem jest 3 tygodnie w roku w Azji. Wtedy kiedy w Polsce zimno. Na razie działa. A z
    Wakacji nie raz wracalam z posanowieniem otworzenia biznesu gdzieś tam daleko. Na razie przeszło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s