Robaczki z Zaginionej Doliny – narkotyki, kosmici i rzeź

1435990.3Robaczki z Zaginionej Doliny to na pierwszy rzut oka kolorowa bajka dla dzieci. Wystarczy nieco dokładniej przyjrzeć się prezentowanym na ekranie wydarzeniom, by zobaczyć brutalny obraz naszej rzeczywistości. Rodzice porzucają swoje dzieci, wojny gangów i narkotykowe wojny, w których nie ma zwycięzców.

Film zaczyna się rozczulająco – młoda para na kocyku. Ona w ciąży, wokół pełno jedzenia. Szybko zaczynają się skurcze porodowe. W pośpiechu pakowane są najważniejsze przedmioty, zaś kocyk z prowiantem zostaje. W świecie owadów pojawiają się obcy i ich wytwory.

Co prawda nie mamy tu tajemniczej Strefy, jak w kultowej powieści braci Strugackich – Piknik na skraju drogi. Tam po wizycie kosmitów cały teren zmienił się nie do poznania i trzeba było go na nowo odkrywać. Tu na szczęście aż tak dużych zmian nie wprowadzono, choć i tak świat się zmienił.

Ale nie uprzedzajmy wypadków. Naszym głównym bohaterem jest młoda biedronka. Widzimy jak się rodzi, widzimy, że na początku rodzice się z nią bawią, ale szybko o niej zapominają skupiając się na reszcie jej rodzeństwa. Biedronka wpada w złe towarzystwo much i szybko staje się ofiarą ich dręczenia, co bezpośrednio prowadzi do wypadku – utraty skrzydełka.

Przerażona i okaleczona młoda istotka szuka schronienia. Traf chce, że trafia do pozostawionego przez ludzi pikniku. A dokładniej – do pudełka z cukrem. Szybko dowiadujemy się, jak niszczący ma on wpływ na owady.

Efekty można by porównać do tych, jakie daje amfetamina (czy też metamfetamina, jeżeli czytają to fani Breaking Bad). Próbujące słodyczy mrówki są podekscytowane, zakręcone, napakowane energią. Podejmują też szybko i łatwo nieodpowiedzialne decyzje.

Właśnie w tym miejscu krzyżują się drogi naszego bohatera z oddziałem czarnych mrówek. Te dość szybko rozumieją wartość i wagę znalezionej cukrownicy i postanawiają zabrać ją do swojego mrowiska. Zaczyna się trudna podróż.

Nie będę tu opisywał wszystkich przeciwności losu. Dość dodać, że na drodze stają ci źli – czerwone mrówki. Na początku nasz oddział wraz z kaleką biedronką stara się załatwić sprawę o łup polubownie oddając jedną kostkę cukru czerwonym. Ci jednak szybko przekonują się o działaniu narkotyku i ruszają w pogoń.

Nie zdradzę chyba za dużo, gdy powiem, że naszym bohaterom udaje się dotrzeć do mrowiska. Narkotyk zostaje przedstawiony królowej, która pod jego wpływem zaczyna mieć nadprodukcję dzieci. Cukier podbija jej popęd do niewyobrażalnych rozmiarów. Mrówki nie są gotowe do wyżywienia tak dużej kolonii. Ale to nie ich największy problem, gdyż czerwoni również przekazują swojej władczyni informację o cukrze. Ta rozkazuje zdobyć mrowisko czarnych.

Zaczyna się narkotykowa wojna. Wojna bez żadnych zasad. Widzimy mrówki używające broni chemicznej (sprayu na mrówki), zalewające inne kwasem (rozpuszczona polopiryna) czy zrzucające sobie na głowy kamienie. W końcu czarni odkrywają przed biedronką, że tak jak i CIA i oni mają swoją Strefę 51, gdzie trzymają różne znaleziska. Widzimy więc tam takie cuda jak działające żarówki, baterie, ale też i fajerwerki i zapałki. To one są wunderwaffe czarnych.

Trudno zapomnieć widok pierwszego spadającego na armię czerwonych fajerwerku. Jego wybuch podpala niczym napalm i dziesiątkuje wroga. Na nieszczęście obleganej twierdzy mają tylko jedną zapałkę.

Tu z pomocą przychodzi biedronka. Okazuje się, że w czasie podróży jej skrzydełko odrosło. Przypomina sobie, że na pikinikowym obrusie zostało jeszcze jedno pudełko zapałek. Zostaje wysłana z samotną misją.

Pominę też rozmaite przygody, jakie ją czekają. A są spektakularne – jak chociażby pojedynek z żabą, czy zrujnowanie pięknego domku dla lalek pająka. Skupię się na jednym – jak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa mogą rujnować życie.

Już wracając z zapałkami do oblężonej twierdzy mrówek biedronka widzi inną – tak jak ona kiedyś molestowaną przez gang much. Co robi? Rzuca wszystko i idzie ją ratować. Nie jest dla niej ważne, że każda sekunda przybliża do zagłady całe mrowisko. Że opętani narkotycznym głodem czerwoni prawdopodobnie nie będą mieć litości dla czarnych, że może wrócić później. Nie, rzuca wszystko i rozlicza się z muchami wrzucając je bezlitośnie pod jadący samochód. Dopiero potem spokojnie wraca i kończy swoją misję.

Jest coś pięknego w widoku płonącego napalmu… Czarni odpalają wszystkie fajerwerki. Czerwoni giną tysiącami, wybuchają ich puszki ze sprayem, a co gorsza – zaczyna płonąć las. Ich niedobitki wycofują się do siebie, zaś czarni… dopiero po chwili dochodzi do nich, że też grozi im spłonięcie żywcem.

Sytuację rozwiązuje ludzki samolot. Pożar zostaje ugaszony, ale też i bezpowrotnie zniszczone mrowiska.

W narkotykowej wojnie nie ma wygranych.  Nigdy.

I chyba o tym jest ten film.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s