The Crimson Petal and the White – walka klasowa, źli mężczyźni i piękne ujęcia

6ABCD4F4-5FBA-4EAD-96AC-DA198C68661C.jpg

Miniseriale są fajne. Chociażby dlatego, że ich fabuły są zamknięte a przez to bardziej dopracowane. No i zwykle mogą sobie pozwolić na większy rozmach.

Brak w nich rozciągania historii, odcinków z falshbackami, czy przewidywalnych zwrotów akcji w metaplocie. Nie widać zmęczenia materiału, które prędzej, czy później dopada każdy serial.

Jeżeli mam z głowy wymienić te warte polecenia to na pewno będzie to niesamowite Angels in America, The Lost Room i oczywiście Królestwo Von Triera (obydwie części). W zasadzie nie wiem, jak w tym wszystkim traktować Kompanię Braci, ale chyba też się ona załapuje do tego formatu.

W każdym razie – miniseriale lubię. I to bardzo. A po poleceniu MRW na jego blogasku sięgnąłem po kolejny – The Crimson Petal and the White i się zdziwiłem.

Bo serial teoretycznie nie powinien mi się spodobać, a obejrzałem cały. Mimo, że jest on społecznie wrażliwy, mało się w nim dzieje i opowiada o tym, jak to ludzie mają przegwizdane.

Nie wiem, czy jest sens opisywać fabułę. Ci, którzy będą chcieli oglądać poznają ją z filmu, reszta może zerknąć na Wikipedię, gdzie dość dokładnie ją opisano.

Tak w skrócie – generalnie jest źle. Całość dzieje się chyba w XIX wieku w Londynie. On jest bogaty, pragnie być pisarzem i mu to nie wychodzi, a do tego ma obłąkaną żonę, przez co jest nieco zagubiony. Ona – biedna dziwka, pisząca z pasją o mordowaniu mężczyzn. Spotykają się, ona na początku obojętna, on napalony.

Finalnie widać, jak biedni i kobiety mają źle, a bogaci i faceci są źli. I to mi chyba trochę przeszkadza. Bo bardzo szkoda, że pod koniec robi się mocno czarno biało. Że główni bohaterowie z zagubionych w życiu stają się po prostu skurwysynami. Chociaż z drugiej strony jest też pokazana ich ewolucja w tę stronę i stopniowe zobojętnienie. Szkoda też, że wątek literacki i pisania książki nie został jakoś w serialu dalej pociągnięty.

Ale to co uwodzi w tym miniserialu to Londyn. Wygląda przepięknie, dziwnie i magicznie. Widząc jego zaułki i slamsy cały czas gdzieś podświadomie czekałem na pojawienie się Kuby Rozpruwacza, czy zagubionych fearie starających się odnaleźć w nowym świecie.

I chyba to głównie zadecydowało o tym, że serial obejrzałem do końca. No i przy okazji historia mnie jednak wciągnęła, chociaż pod koniec stawała się już mocno przewidywalna i dążąca do stwierdzenia „tracą wszystko” (mam nadzieję≤ że to nie jest za duży spoiler). Zresztą, to tylko cztery odcinki, więc chyba warto spróbować. Ja wytrwałem. I chyba nie żałuję.

Chociaż jeżeli nie widzieliście Aniołów w Ameryce, to sugeruję zacząć od nich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s