Cyfrowi łowcy niewolników [nie klikaj w głupie fanpejdże]

Schemat jest prosty – ktoś zakłada głupiego fanpejdża, wrzuca słtitfocie, ludzie lajkują, on sprzedaje.

Proste? Pewnie. Skuteczne? Jak najbardziej. Bo w końcu kto nie podpisze się pod stwierdzeniem, że kocha koty, cycki, czy nie lubi rano wstawać, bo ma kaca? Takich stron na fejsie powstają dziesiątki (a może i więcej), a większość z nich to słodka pułapka na użytkownika, którego potem można sprzedać.

Interaktywnie.com pisze:

W ciągu dwóch ostatnich miesięcy na Allegro zostało sprzedanych 1,3 miliona fanów różnych stron na Facebooku. Warci byli ponad 77 tysięcy złotych.

Co prawda za dużych zysków z tego nie ma, kupujący mają mało interakcji i dają się naciąć na „martwe dusze”, ale ja piszę o czymś innym. Chodzi mi o owczy pęd lajkowania każdej grupy czy strony, która ma odpowiednio fajną nazwę.

Pierwsza rzecz to oczywiście to, jak widzą nas inni. Jeżeli nie mamy odpowiednio ustawionych grup znajomych i nie za bardzo wiemy o co chodzi z tą całą prywatnością, to możemy w piękny sposób skonstruować nasz cyfrowy obraz, przez dopinanie się do „lubię się najebać”, „mój szef to idiota”, „lubię cię, chodź się ….” i podobnych. Szukający o nas informacji ludzie, dalsi znajomi, czy postronne osoby po prostu to zobaczą.

Pal sześć, jak nam nie zależy, ale przy pełnieniu w miarę publicznych i eksponowanych funkcji to już może być problem. Zresztą, kiedyś każdy będzie zmieniał pracę, a proste wyszukiwanie w googlu i fb przez agencje HRowe może mieć znaczenie przy wyborze pracownika.

Nasz cyfrowy obraz staje się coraz ważniejszy. Jeszcze przed nawiązaniem kontaktu ludzie często sprawdzają się w sieci. Już pojawiają się agencje sprawdzające, co o nas wiadomo i „czyszczące” nasz wirtualny imprint.

A druga? Nie wiem, jak wy, ale ja nie chcę być wabiony słitfociami czy durnymi statusami i przehandlowany za 5 zł przez jakichś leszczy. Jakoś nie boleję nad tym, że jestem towarem dla google, fb i innych potentatów. Sam wiedziałem, w co się pakuję używając internetu. Prawdopodobnie się bez tego nie da, jeżeli ktoś się nie chce bawić w bycie cyfrowym amiszem. Ale tu akurat da się uniknąć bycia towarem. Trzeba tylko wiedzieć w co się klika.

Albo godzić się na to i być w milionie bezsensownych grup z fajnymi nazwami, które potem kupi zdesperowany marketoid, po lekturze „Stwórz Facebookową potęgę swojej firmy w weekend”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s