No to po Dniu Ziemi

Z tą ekologią to jest śmieszna sprawa, bo w zasadzie, co jej się bliżej nie przyjrzeć, to zaraz wychodzi, że robimy coś bez sensu. Od gaszenia światła na godzinę, co nie dość, że nic nie daje, to może być i nawet szkodliwe, aż do zatruwania środowiska przez fabryki sztucznych, ekologicznych futer i protestowania przeciwko teoretycznie najekologiczniejszym elektrowniom atomowym. Nie chcę mi się w to jakoś szczególnie wnikać i analizować, nie mam też zamiaru o tym zadyskutowywać się na śmierć.

No i żeby być już zupełnie szczerym, muszę się przyznać, że problemy matki ziemi w jakiś szczególny sposób nie spędzają mi snu z powiek. Owszem, wiem, że jest jakiś efekt cieplarniany, że redukujemy emisję CO2, jest dziura ozonowa i giną lasy amazonii. To wiedza bazowa, natomiast przywoływana jest selektywnie i tylko w odpowiednich momentach życia. To znaczy, że przez 99% czasu o tym nie myślę, chyba że nawinie się mi na ten temat jakiś artykuł, bądź też ktoś bardzo aktywnie będzie o tym w okolicy trąbił.

A piszę o tym wszystkim bo był taki dzień, kiedy generalnie gdzieś ta ekologia sobie do mnie wracała. Na Polach Mokotowskich w Warszawie organizowany był przez wiele lat Dzień Ziemi. Na tymże wystawiały się rozmaite Parki Narodowe, ludowe kapele śpiewały o przyprowadzaniu kury do koguta, a w okolicy handlarze sprzedawali wszystko co się da, dodając wcześniej przymiotniki takie jak – ekologiczny, wegetariański, naturalny (tak, pojawił się kiedyś wegetariański smalec). Ba! Swego czasu pojawili się też badacze aury i inni ludzie od Tai-Chi chcąc za jednym zamachem przy folkowo-ekologicznym ognisku upiec i swoją wschodnią pieczeń. Jakby tego było mało – pojawiali się nasi rdzenni polscy Indianie, którzy rozbijali swoją wioskę, byli myśliwi, rycerze, ekologowie z bębnami, rasta z jointami i zwykły polski lud z puszką piwa w łapie.

Jej, jak lubiłem to święto. Przychodziło się tam na cały dzień, by zalec na naturalnej trawie, przykrywszy ją wcześniej ekologicznym kocem, mając w ręku eko-plastikowy kufel z ekologicznym piwem. Słońce świeciło, babina o większej ilości spódnic niż zębów śpiewała coś o zalotach Jasia w Stodole, słońce świeciło, zaś po drzemce człowiek aż miał ochotę podejść i wysłuchać leśników, co tam im w duszy gra, zajadając się jakimś lokalnym specyfikiem. Pojawiali się artyści i można było oglądać a nawet współtworzyć ich prace. Były fajne koncerty folkowo-rockowe, pokazy wal rycerskich i wykłady archeologów. Ba, nawet szanty można było jakoś znieść. Po prostu taki zajebisty pomysł na niedzielę. No i się skończyło.

Szczegółów nie znam, a dziennikarzyć mi się nie chce. Z tego co mi wiadomo, rok temu organizacja została powierzona innej grupie, albo organizacji, co z fajnej imprezy zamieniło Dni Ziemi w Dzień Śmiecia. Zamiast miłej, ludowej atmosfery pojawiły się śmieciowe rzeźby, zasyfione lodówki i wszystko to, co wydala po sobie cywilizacja. Zebrane do kupy w jednym miejscu może i spełniało swoje zadanie pokazując narodowi jego prawdziwe oblicze, ale powodowało też, że nikomu nie chciało się tam dłużej przebywać. Bo i w sumie też nie było po co.

W tym roku polazłem z dziecięciem z samego rana z nadzieją na powrót klimatu z dawnych dni. Miał dostać łyka ekologicznego piwa, żeby wiedział, jak ojciec się co jakiś czasu musi poświęcać, zagryźć wegetariańską kiełbaską i posłuchać zaśpiewu o trudzie doprowadzenia do kopulacji losowej pary zwierząt hodowlanych. Plan B zakładał, że w wypadku pojawienia się na nowo Święta Śmiecia oddamy po prostu zużyte baterie i ewakuujemy się do pobliskiego pubu Lolek na normalną kiełbaskę i sok jabłkowy.

Potrzebny był plan C, bo w tym roku na Polach Mokotowskich nic nie było.

I jakoś tak mi się smutno zrobiło, bo tu-wstaw-swojego-politycznego-wroga udało się położyć świetną imprezę, która dla mnie była jedną z tych rzeczy, dzięki którym polubiłem Warszawę. Pozostało tylko parę fotek i wspomnienia.

2 thoughts on “No to po Dniu Ziemi

  1. Zachowam się jak klasyczny troll, ale Piotrze wbij proszę sobie do głowy, że jest _jedno_ Pole Mokotowskie. Poza tym szkoda imprezy, ale niestety życie pokazuje, że to co fajnie trwa krótko.

Odpowiedz na Me me me Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s