Pokolenie twórców

– Taaaataaa, ale nie oglądajmy bajek. Bajki są nudne, nic się w nich nie dzieje i nic nie można robić. Włączmy jakąś grę. Przecież w grze też co jakiś czas jest bajka. – co zrobić, włączam jedną z najlepszych gier do zabawy z dziećmi – włóczkowego Kirbiego  i gramy. Branżę rozrywkową za parę lat czeka niezła rewolucja. Przyszli konsumenci nie chcą już biernie oglądać telewizji. Chcą tworzyć swój własny content. A firmy już się na to przygotowują.

Na tegorocznych targach Consumer Electronics Show Microsoft zaprezentował swój pomysł na interaktywną telewizję. Już wtedy wydawało mi się to dobrym pomysłem. Teraz, po rozmowach z „młodym ekspertem” wiem, że to trafiony pomysł. Proste gesty, ruchy i interakcja z show dla dzieci powinno być strzałem w dziesiątkę. Bo dzieci kochają bajki, a teraz zrozumiały, że mogą mieć na nie wpływ. A to nie wszystko, bo dzięki temu rośnie nam pokolenie konstruktorów. Ja się chyba na nie już nie załapałem. Zawsze wolałem korzystać z cudzej pracy, niż samemu budować poziomy do gier, tworzyć całe rozszerzenia i modyfikacje. Tymczasem obserwuję sobie, że młodsi uwalniają swoje twórcze pasje.

Modyfikowanie gier to nie jest nic nowego. W latach 80 było wykorzystywane głownie w calach artystycznych. Za jego pomocą tworzono pierwsze filmy zrobione za pomocą silnika napędzającego grę – machinimy, powstawała demoscena. Dopiero później pojawiły się zmiany w samym systemie rozgrywki. Kamieniem milowym był mod Coounter Strike zamieniający bardzo popularną grę Half Life w rozgrywki pomiędzy antyterrorystami i terrorystami próbującymi podłożyć bombę. Do tej pory jest to jedna z najczęściej granych gier sieciowych.

Firmy produkujące gry szybko odkryły potencjał i wiele z nich zaczęło udostępniać graczom narzędzie i poradniki jak sami mogą zmieniać ich grę. Dzięki temu dostawali w końcu masę świetnego i darmowego contentu, budowały społeczność i nie pozwalały umrzeć swoim tytułom. W końcu w kółko było do nich coś nowego. Do tej pory modowanie i tworzenie było dostępne tylko na platformie PC. Konsole ze względu na swoją zamkniętą architekturę i ekosystemy dystrybucji oprogramowania nie zezwalały na takie zabawy. No i do tego wszystkiego nie miały też odpowiedniego kontrolera do bardziej zaawansowanych zabaw. W końcu pad od klawiatury ma dużo mniej przycisków, a gałki analogowe nigdy nie zastąpią w dokładności sterowania komputerowej myszki.

Ale i na to znaleziono sposób. Wraz z pojawieniem się dysków twardych w urządzeniach Sony i Microsoftu oraz podpięcia do sieci zaczęto i tu dawać podobne możliwości. Pierwszym dużym tytułem, który postawił na kreację było LittleBigPlanet wydane na PlayStation 3. Przeurocza gra o szmaciankach poza elementami platformówki zawierała też bardzo rozbudowany i jednocześnie prosty w obsłudze edytor. Wkrótce sieć PlayStation Network zalały setki tysięcy stworzonych przez graczy poziomów. Ale nie tylko, bo udało się też stworzyć na przykład działający kalkulator i wiele innych rzeczy, których twórcy nie przewidzieli. Gra odniosła sukces i wkrótce inni poszli w jej ślady. Powstała też oczywiście część druga, w której można było projektować już nie tylko poziomy, ale całe  minigry. User Generated Content stał się jednym z modniejszych słów, które słyszało się od od twórców gier.

Nie sposób też nie wspomnieć tu o Minecrafcie, który stał się już popkulturowym fenomenem. Prosta gra grupki pasjonatów o budowaniu zafascynowała miliony i w końcu pojawiła się nawet na konsoli Microsoftu. Wpisując jej nazwę w YouTube można zobaczyć naprawdę imponujące budowle, a nawet całe miasta stworzone przez graczy.

Zresztą – modowanie i kreowanie w grach to nie wszystko. Stworzyć własną grę, która zapewni sukces jest teraz dużo prościej niż kiedyś. I wielu próbuje. Zresztą gry to tylko jedno z mediów, gdzie widzimy eksplozję kreatywności. YouTube, SoundCloud, Yamendo, Amazon – to serwisy w których można opublikować swoje produkcje. Czy będzie to klip wideo, piosenka, czy książka – zawsze w internecie znajdzie się dla niej miejsce i zawsze ktoś z niej skorzysta. Co więcej, pojawiły się zaawansowane  technicznie, tanie i jednocześnie proste w obsłudze programy, za pomocą których można stworzyć produkcje kosztujące kiedyś setki tysięcy dolarów.

Bierna rozrywka i konsumowanie mediów już nie wystarcza. Dzięki ofertom wideo i audio na żądanie ułożenie sobie swojego prywatnego kanału tematycznego jest kwestią chwili. Zresztą zabawne jest to, że nie praktycznie nie ma już zwykłych zawodów. Każdy chce być artystą. Każdy chce być kreatywny. A nawet musi, bo kreatywność jest po prostu wymagana. Mówią o niej poradniki, kursy a nawet reklamy. Wszystkie nowe i atrakcyjne gadżety nie są dla ludzi zwyczajnych.

No to się staramy i kreujemy.  I wchodzi nam to w krew.

– Tata – zaczepia mnie mój czterolatek – a taka gra z Angry Birds z mieczami świetlnymi to jest? – odpowiadam mu że nie. – A możesz im powiedzieć, żeby taką zrobili? A jak nie – nauczysz mnie jak ją zrobić?

Reklamy

21 thoughts on “Pokolenie twórców

  1. „Czy będzie to klip wideo, piosenka, czy książka – zawsze znajdzie się dla niej miejsce i zawsze ktoś z niej skorzysta.” Z tym nie do końca jest prawda. Każdy dostawca treści może odrzucić przysłane dzieło albo z jakiegoś powodu usunąć z serwerów (podejrzenie popełnienia plagiatu, problemy prawne czy coś innego). Umieszczenie książki na Amazonie to nie takie hop siup jak by się mogło wydawać. Co prawda jest łatwiejsze niż wydanie papierowej (i znacznie tańsze), ale to nie jest zwykłe wysłanie pliku z tekstem i zaczekanie kilku minut na pojawienie się na stronie.
    Udostępnić za darmo – z tym się zgodzę, są miejsca w sieci by podzielić się swoją twórczością. Jednak próby zarabiania na niej – tu już tak różowo nie jest.

    • Tu bardziej chodzi mi o cały internet niż o te konkretne serwisy. Niejasno napisałem, zaraz dodam to jedno słowo.

      O zarabianiu i jakości produkcji natomiast w ogóle nie wspominam. Chodzi mi o samą chęć do kreacji, która jest fascynująca.

      • Dzięki za wyjaśnienie. Dalej nie pojmuję tej fascynacji. Przecież ludzie byli kreatywni od zawsze, tworzyli swoje dziełka, ale nie było to widoczne. W latach 90. i na początku tego wieku twórców było także bardzo wielu. Wtedy rysownik chował swoje prace do szuflady albo pokazywał znajomym – teraz wrzuca na DA. Muzyk nagrywał w garażu płytę i chałturzył na imprezach domu kultury a teraz wrzuca audio czy wideo na YT. Poeta/pisarz pisał do szuflady, a dziś wrzuca na bloga/próbuje wydać na Amazonie.
        Co do LBP – trudno mówić o eksplozji kreatywności, gdyż wcześniej nie było tak dobrego narzędzia do tworzenia i zabawy. Nie jest to pierwszy program do bawienia się w Boga, ale pierwszy, który się przebił.
        Zgodzę się z tym, że dziś jest najlepszy czas na tworzenie. Najłatwiej jest osiągnąć sukces, pokazać się i zostać pochwalonym przez obcych ludzi, a nie tylko mamę, która powie: „śliczny rysunek”.

      • No właśnie wydaje mi się, że nie aż tylu. Po pierwsze dlatego, że nie było prostych narzędzi, po drugie mnie było success story, po trzecie nie było takiego parcia na kreatywność. A przynajmniej ja przez te kilkadziesiąt lat swojego życia zauważyłem dopiero niedawno.

        Zwłaszcza wśród graczy.

      • No dobrze, przyznaję rację co do gier. Różnej maści edytory były od dawna, ale strasznie raziły topornością wykonania i trudnościami w obsłudze. Teraz jest tak: masz pomysł na nowy przedmiot do Team Fortress albo poziom do Portala? Siadaj i rób. A Steam Workshop to zaledwie jeden z wielu takich agregatorów treści.
        Jednak tworzenie innych treści nie wymagało łatwiejszych narzędzi (książkę można równie dobrze napisać na maszynie albo odręcznie). Rysunek nie tylko w programie graficznym i na tablecie, ale też klasycznie ołówkiem.
        Teraz łatwiej się przebić ze swoimi pracami, co nie znaczy, że w latach 80. i 90. urodziło się nam kilka razy więcej twórców. Co to to nie.

      • No moim zdaniem jest inaczej. Wszyscy blogują, robią fotki instagramem, czy swoją lustrzanką, nagrywają jakieś wideo. Kiedyś tego nie było. A przynajmniej nie w moim otoczeniu. A teraz „be creative or die” się powoli robi.

      • To ja już sobie trumienkę zbijam. Taką w sam raz dla poke-myszy. Nie mam blogaska, nie umiem w grafikę/muzykę/mody/demoscenę. Minecraft mnie nie kręci w ogóle, podobnie Spore czy LBP. Takie aktywności mnie nudzą i frustrują (przecież nigdy nie będę Beksińskim). Wolę konsumować treści niż je tworzyć (tym bardziej podłej jakości). Jedyne co umiem to marudzić ;)
        Najwyżej zatrzymam się tu, gdzie jestem i nie będę szukał nowych treści, a próbował przetrawić te, które czekają na obadanie (choćby milestone: przeczytać połowę książek z listy stu książek XX wieku według Le Monde). Może jestem dziwolągiem i umrę niezrozumiany, ale mówi się trudno. Jednak nie sądzę, żeby to się stało. Najwyżej się wyspecjalizuję w czymś i zostanę internetowym [s]trollem[/s] krytykiem ;)

      • Ta łatwość tworzenia – wydaje mi się, że dawniej były wielkie monolityczne dziedziny, z wysokim progiem wejścia (wiedzy technicznej). Powiedzmy, że chciałeś tworzyć plakaty. Hmm czyli „grafika”. Nie mogłeś się tym zająć, nie opanowując rysunku, używania farb, prasy drukarskiej. Czyli albo własny warsztat, albo studia na ASP. Tylko kto zaryzykuje studia, nie mając pojęcia, czy to go będzie kręciło za pół roku?
        Drugi próg – komu to pokazywać? Skąd wziąć kontakty? Znów, pewnie ASP.
        Jasne, że ci co chcieli, to sobie świetnie z tym radzili – wystarczy trochę otwartości na ludzi – ale mimo wszystko wymagało to Decyzji.

        Teraz, w epoce cyfrowej:
        Chciałbym zrobić plakat z The Hives. Widzę że ludzie takie robią. Aha, to zapytam w czym. W sumie to na malarstwie się nie znam, to tę część sobie daruję – wezmę zdjęcie z Google’a. W świetnej jakości. Interesuje mnie, żeby elegancko na tym napisy zakomponować, jakimś szalonym fontem. Nie znam się na robieniu fontów – mhm, no to ściągnę jakieś.
        Tym sposobem: wystarczy, że nauczę się 2 rzeczy – zasad kompozycji i dobierania koloru. No i obsługi 1 narzędzia z Photoshopa, z tutoriala.

        Jak się okaże, że to mnie nie kręci, to spróbuję czegoś innego. Na przykład robienia gier w Stencyl’u, który publikuje do Flasha, a nie trzeba znać się na programowaniu. Efekt ocenią ludzie na portalach flashowych, i napiszą w komentarzach co poprawić.

        W tym co napisałem wyżej nie ma cienia ironii. To jest piękne. Tylko tu dwa zastrzeżenia:
        -Łatwość tworzenia + potrzeba kreatywności prowadzi chociażby do wyzysku młodych zdolnych :/ http://www.thesfegotist.com/editorial/2012/march/14/short-lesson-perspective
        -Większość porzuci swoje marne próby, zostanie garstka która i tak będzie musiała porządnie się douczyć rzemiosła. Warto umieć rozróżniać efekciarstwo od sensownej treści, kiedy dajemy plusik na Youtubie – dla kreatywnych to znak, w co dalej iść.

  2. Tak, to jest wspaniałe że zamiast oglądać TV sami możemy ją stworzyć, zebrać sporo widzów i nawet na tym zarobić. Wystarczy Fraps i kamerka internetowa. Do mnie dopiero w tym roku dotarło jakim fenomenem jest YouTube i Minecraft. Świat się zmienia na naszych oczach. Patrzyłem co oglądają dzieci, oglądały kanał MagdalenaMariaMonika o wspólnych przygodach w Minecrafcie. Pooglądałem z przyjemnością, potem poszukałem innych kanałów o grach dla nieco starszych graczy. I teraz subskrybuję ponad 30 kanałów :) Wspaniale oglądać dorosłych gierświrów, niektórzy prezentują wysoki poziom kultury i wiedzy, a jak chce się pośmiać mam Klocucha12 :) Hyper TV nie jest już jedynym kanałem dla graczy. Wreszcie. Wśród znajomych wciąż YT jest postrzegany jako stronka ze śmiesznymi filmikami typu „jestem hardcorem”, ale myślę że to się szybko zmieni. Oczywiście to wszystko na zachodzie zaczęło się wcześniej (np. Angry Nerd) ale mnie najbardziej interesuje Polski YouTube, polski gejming i gracze. I jestem zadowolony z tego co widzę. Na koniec śmiesznostka – wspomniana Magdalena w swoim filmiku odpowiada widzom dlaczego nie może codziennie kręcić materiałów z Minecrafta – „ludzie, zrozumcie, ja niestety mam męża i dziecko” :)

    PS: Nawet poważni panowie z Forumogadki nagrali video z Minecrafta.

      • Dokładnie. Kiedyś przechwycenie obrazu z konsoli wymagało wiedzy, sprzętu i softu. Dzisiaj można kupić fajne urządzenie które samo wszystko zrobi, a my tylko wrzucamy filmik na YT. Trzydziestolatkowie mówią często że kiedyś było lepiej. Ja uważam odwrotnie. Chociaż cyfrowa era ma swoje minusy, dzieci nie chcą czytać książek, nawet na Kindle :)

      • Ależ chcą. Tylko teraz konkurencja do ich czasu jest dużo większa. Przecież nie możesz zaprzeczyć sukcesowi na przykład Harrego Pottera.

  3. Nie mogę się do końca z tym stwierdzeniem zgodzić, bo w latach 90tych, kiedy sam zaczynałem się w to bawić ( w okolicach 1990-1991 o ile pamiętam, na pewno przed 1992, bo wtedy w moje ręce wpadło C&A pierwszy raz ;) ), to tych twórczych umysłów nie brakowało zarówno wśród młodszych jak i nieco starszych i praktycznie przez cały czas obcowania z C64 i Amigą byłem otoczony przez ludzi bawiących się raczej twórczo. Czasy C64 nauczyły ludzi jak „wyrypać” muzykę z gry, czy dorobić nieśmiertelność, jeśli nie chcieli tworzyć sami. Czasy te to też niesamowity rozkwit demosceny, która moim zdaniem dziś nie ma już tego ducha co kiedyś ( ale może to kwestia tego, że sam się odsunąłem od demosceny i mam mało z styczności z tematem, więc moja opinia może być błędna ). Nie było wtedy praktycznie internetu, więc polegało się na magazynach, które były inne niż dzisiejsze. Wówczas czytało się stary Bajtek, C&A, mniej popularny, ale równie dobry Kebab, Amiga Magazyn. Same gry były tam tylko dodatkiem, natomiast jak na miesięczniki przystało, każdego miesiąca podrzucały morze nowych pomysłów do sprawdzenia z zakresu programowania, elektroniki ( zrobienie sobie własnego samplera do Amigi i kilka innych patentów się tam przewinęło ), grafiki ( i konkursy jak ten w C&A, które miały mobilizować społeczność twórczo ) i muzyki. Generalnie jednymz celów tych magazynów było właśnie zachęcenie społeczności do tworzenia. Że był brak narzędzi, czy trudniej niż dziś? To nie przeszkadzało, bo był o wiele większy zapał. Co z tego, że dziś jest multum narzędzi, darmowe silniki, modelery itp. skoro mimo tylu ułatwień jednak bierność ciągle jest „na topie”. A co więcej, internet kreuje obraz narzekaczy z kategorii „ja bym to zrobił lepiej”, tyle że mało kto kwapi się podjąć wyzwanie. Kreatywność społeczności bardziej odczuwałem właśnie w latach 90tych niż teraz :)

    Co do ostatniego akapitu, to w tych pamiętnych wczesnych 90tych, gdy mój ojciec kupił C64, to z bratem ( ja wówczas miałem 9 lat, a brat 6 ) stwierdziliśmy, że najpierw ojciec nauczy się programować, a później nauczy nas ;) Oczywiście nigdy się tak nie stało, aczkolwiek mój ojciec stworzył jakieś rzeczy w Basicu na C64 ( program do wygrywania w totolotka, który co prawda nigdy nie wygrał, bo podobno zabrakło pamięci ram na dodanie kolejnych wyników losowań do analizy ;). Natomiast tylko mi się to zaszczepiło „na amen”.

    • Lata 90 owszem – dawały nowe możliwości i ludzie się trochę nimi zachłysnęli, ale potem – na pewno nie w tym stopniu, jeżeli w ogóle. Zaczęliśmy konsumować.

      Zresztą, to o czym piszesz, dla mnie jest bardzo warunkowane towarzystwem w jakim się obracałeś. I zachowania opisywane przez ciebie wcale normą nie były. Zwykle spotykało się, żeby po prostu pograć, a nie programować. Po prostu miałeś fajnych znajomych.

      • Słusznie piszesz, że wiele zależy od środowiska. Rzeczywiście w moim przypadku zarówno starsi jak i rówieśnicy bawili się w tamtym czasie raczej kreatywnie komputerami. Miałem jakieś 10 lat starszych kolegów amigowców muzyków, którym marzyła się protrackerowa sława, innemu zaś marzyło się wydanie dema ( jako public domain oczywiście, w końcu to demo ), jakie skrobał w Amosie 1.3 z dodatkiem 3D, z innym kolegą zaczęliśmy pisać grę przygodową ( również w Amosie ), której nadaliśmy tytuł „Uzbrojony Świat” ( cholera wie skąd to się wzięło ) i nawet znaleźliśmy innego amigowca, który zaczął nagrywać nam „voiceacting” ( dziś byśmy tak to nazwali ). Jeszcze inny walczył z Real3D i dostarczał nam w ten sposób tła do lokacji itd. No i jakby ich policzyć, to na bardzo małe miasto było sporo tych zapaleńców ( nie dorzuciłem do listy moich znajomych z liceum, bo i wśród nich było sporo kreatywnych ludzi ). Więc tak mniej więcej to wyglądało z mojej perspektywy. Dlaczego o tym piszę? Bo wspominasz co było normą. Rzecz w tym, że bez internetu, tylko z dostępem do czasopism w tej materii każdy raczej normę postrzegał właśnie przez pryzmat swojego środowiska. Może dlatego w moich oczach wyglądało to właśnie tak, że ludzie tamtego okresu bardziej interesowali się tym, co ma ich komputer w bebechach ( a nie tylko, czy im dana gra pójdzie w maksymalnych detalach ). No i wydaje mi się, że wspomniane przeze mnie czasopisma miały ogromny wpływ na ludzi. Dziś w internecie znajdziesz wszystko z czego większość to bezużyteczne śmieci, zaś wtedy na kartkach konkretnego magazynu nie było miejsca na „pierdoły”. Wierz mi, takie C&A z pewnością przycisnęło włącznik „kreatywność” u niejednego posiadacza C64 i Amigi. Dziś ludzi praktycznie nic nie pcha by robić coś samemu. Czekamy na gotowe i narzekamy ;) Patrząc w kategoriach gier, to w tamtym czasie widziałem więcej produkcji tworzonych przez pojedynczych pasjonatów niż teraz, kiedy jest o nich o wiele łatwiej poinformować potencjalnych odbiorców. Aczkolwiek tak jak sam napisałeś ( i zupełnie się z tym zgadzam ) wszystko zależy od środowiska w jakim się dorastało.

      • j_uk_dev: Dzięki Max3D.pl nauczyłem się rysować, bo społeczność tam nie prezentowała tej fałszywej elitarności co nauczyciele plastyki – od tabletu po ołówek. W końcu do liceum plastycznego, a dalej na odpowiednie studia. Z kolei nie pracowałbym pewnie teraz przy grach, gdyby nie Blender.pl i community tego programu do 3D.
        Pojedynczy pasjonaci… sprawdź co ludzie działają we Flashu. Albo jak łatwo adaptują się samodzielni twórcy gier do HTML5 – w tym kierunku idzie ogromna ilość energii i pomysłowości, która wyznacza twórcom przeglądarek nowe granice.
        Nie ma co generalizować :)

      • I jeszcze, żeby nie wyszło na to, że ja tak atakuję dzisiejsze czasy wychwalając lata 90, to czasami siedząc i stukając w klawiature zastanawiam się, jak programiści mogli kiedyś pracować bez Google ;) W jednej z firm, w której znalazłem krótkie zatrudnienie zaraz po maturze programistom… wyłączano internet, żeby ich nie rozpraszał ;) Dziś jest o wiele łatwiej i ja osobiście się bardzo z tego cieszę :)

  4. Pingback: Nieaktualna nieaktualność surrealizmu | Zniekształcenie poznawcze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s