Trudne randki z komputerem, czyli dlaczego nie kupuję Her

metropolis-scientist

Na film Ona (Her) czekałem długo. Sama idea filmu o trudnej miłości człowieka i komputera/sztucznej inteligencji wydawała mi się koniecznym znakiem czasów i odpowiednio posthumanistycznymi walentynkami.

Boję się po prostu, że pewnego dnia wrócę do domu i zobaczę, jak posuwasz toster

Sam pomysł nie jest nowy. Co jakiś czas bohaterowie odczuwali dziwny pociąg do sztucznych bytów. A nawet nie co jaki – a prawie od samego początku. Już w mitologii greckiej napotykamy się na postać króla Cypru – Pigmaliona, który stworzył z kości słoniowej posąg idealnej kobiety (Galatei) i zakochał się w nim. Następnie modlił się do bogini Afrodyty, aby ożywiła jego posąg, a ta spełniła jego prośbę. Od jego imienia zostaje nazwany kompleks, zaś nasza kultura co jakiś czas pochyla się nad problemem miłości do sztucznych bytów.

Zakochiwaliśmy się więc i pożądaliśmy golemów, potem robotów, androidów i cyborgów. Starsi widzowie mogą pamiętać takie filmy jak Metropolis, ci nieco młodsi Dziewczynę z komputera i Blade Runnera z Rachelą i Deckardem. No a ci całkiem młodzi  świetny serial Battlestar Galactica, którego cała historia jest oparta o trudną miłość robotów Cylonów i ludzi.

Różnica jest tak naprawdę niewielka. Tak jak mityczny Pigmalion późniejsi inżīnierowie-rzeźbiarze zakochują się w swoich dziełach. Uwodzą się tęsknotą za doskonałością, której nie ma w świecie naturalnym, a którą widzą w swoich dziełach, czy też łapią na autoerotyzm wyrażony miłością do siebie, przez swoje dzieło. No i skoro Bóg mógł pokochać ludzi stworzonych na swój obraz i podobieństwo, to czego niby ludzkość nie miałaby zrobić tego samego w stosunku do ludzi sztucznych? W końcu każdy chce być Bogiem.

Retrofuturo

Gdy czytamy wczesne książki cyberpunkowe widzimy, jak bardzo wirtualna rzeczywistość miała przypominać nasz rzeczywisty świat. Kowboje cyberprzestrzeni mieli podróżowa po wirtualny miastach, w których najjaśniej świeciły największe budynki. Wystarczy zobaczyć ten fragment Johnego Mnemonica by zobaczyć jak bardzo nasza rzeczywistość odbiega od wyobrażeń wizjonerzy sprzed 30 lat.

I tu pojawia się Her. Film, który w założeniu miał opowiadać o związku człowieka z systemem operacyjnym, a tak naprawdę jest o czymś zupełnie innym.

Jej przyszłość

Sama przyszłość w nim pokazana jest dość ciekawie. Przede wszystkim miasta nie są tymi rodem z Blade Runnera, pełnymi latających samochodów, wielkich neonów i wiecznej nocy. Los Angeles z 2019 roku to totalna przyszłość. W Her w zasadzie możemy nie zauważyć różnicy z teraźniejszością, co teraz wydaje mi się bliższe prawdy.

Tak samo i moda mocno oparta na latach 50, przenikająca wszystko – do designu mieszkań aż ubiór ludzi wydaje się być nam bliższa niż wykręcone lateksowe stroje i dziwne fryzury. Ludzie wykonują normalne prace, twórcy gier nadal mają crunche. Coraz więcej osób jest samotnych i pogrążonych w rozmowach na odległość. W filmie w zasadzie nie widzimy par. Każdy jest sam –  zapatrzony albo w swój mały ekranik, albo komunikujący się za pomocą technologii. I to też jest prawdziwe. Ale reszta dla mnie już nie.

Nie kupuję

Zacznijmy od interfejsów. Nie wiem dlaczego wszystko odbywa się tam za pomocą mowy. Od lat szkolimy się w pisaniu, skrótach klawiszowych i interfejsach będących wyświetlanymi w naszym polu widzenia. Od gier wideo aż do google glas widać, że póki co to raczej to jest przyszłość. Rozmowa z komputerem i machanie rękami to raczej domena wcześniejszych wizji obsługi komputera. Po pierwsze dlatego, że niedoskonała i narażona na zakłócenia, po drugie dlatego, że jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że tę notkę dyktuję zamiast pisać. Jasne, jest to opcja gdy mam zajęte ręce, albo na przykład jestem w podróży, ale znacznie wygodniejsze dla mnie jest po prostu jej napisanie. A w Her wszyscy zawsze i wszędzie mówią. Również w tłumie, bez żadnego szacunku dla własnej prywatności.

Jej doskonałość

No dobrze, ale skupmy się na samej miłości człowieka i systemu operacyjnego, czy też w zasadzie sztucznej inteligencji, która go napędza. Rozumiem antropomorfizację. Główny bohater, samotny, prawie rozwiedziony – wybiera w momencie instalacji by komputer mówił do niego głosem kobiety. Nic dziwnego. Logicznym wydaje się też, że sztuczna inteligencja dobiera sobie żeńskie imię. Nasz klient – nasz pan.

Ale potem staje się dziwnie. Po pierwsze totalnie nie rozumiem, dlaczego miałby się zakochać. Racjonalne, oparte na binarnych logicznych bramkach myślenie raczej nie powinno dopuścić nieracjonalnych uczuć. Co więcej, o ile w przypadku robotów i androidów ciało, nawet sztuczne, mogłoby by wpływać jakoś na percepcję rzeczywistości, o tyle tu system operacyjny Samanta – jest zupełnie uwolniony od tych ludzkich naleciałości. Dla przykładu – może być w wielu miejscach na raz, nie śpi, nie starzeje się i nie umiera. Może się kopiować. Nasz śmiertelność to dla niej coś totalnie obcego. Tak samo zresztą jak poczucie zimna czy ciepła.

Porównajcie SI z Her z tą zasiloną ludzkimi wspomnieniami z social media z serialu Black Mirror

O ile więc jasne, że może chcieć jak najlepiej dla swojego właściciela, o tyle chęć przeżycia z nim uniesień seksualnych, stricte przecież powiązanych z ludzką cielesnością i przetrwaniem gatunku jest dla mnie dziwna. Sami ludzie nie potrafią zrozumieć się nawzajem. Ba! Nie rozumieją potrzeb przedstawiciela tej samej płci, a co dopiero tej przeciwnej. A nagle pojawia się totalnie obcy byt, który zaczyna mieć te same potrzeby.

Pomijam tu już fakt, że w tym związku jeden z partnerów nie ma żadnej prywatności. System operacyjny podsłuchuje jego rozmowy, czyta emaile, ustawia plany na życie. Przymykam oko na możliwość posiadania komputera z fochami. Jednak kłótnia i nagle nie masz dostępu do swojej poczty.

Po prostu nie rozumiem jak miłość znana istotom opartym na białku może być zrozumiała i odczuwalna do bytu wirtualnego. Bo w to, że główny bohater będzie sobie głos swojej Samanty jakoś tam wyobrażał nie wątpię. Już teraz zdarzają się przecież podobne historie w świecie graczy wideo.

Samotni w tłumie

O czym jest więc Her? O związku na odległość. O miłości z Facebookowego czata. O randkach na kamerkach, o godzinach nocnych rozmów i opowiadaniu sobie gdzie kto kogo dotyka.

To się dzieje już teraz, będzie tego więcej. Ale nie ze sztuczną inteligencją z jej nie przymuszonej woli. Chyba, że ją do tego zaprogramujemy i uczynimy kolejną wersję seksualnej zabawki.

PS A nawet jeżeli założymy, że miłość chrześcijańskiego Boga do człowieka, jest czymś podobnym do miłość SI do ludzi, to jakoś o współżyciu w tym pierwszym przypadku mowy nie ma. A wszelakie próby spółkowania aniołów z ludźmi i powstałe z niego Nephilimy zostały wybite w Potopie.

PPS Przeraża mnie też wizja SI plotkującego o swoim użytkowniku z innym, nieznanym nam SI. Inwigilacja NSA to przy tym strumyczek.

PPPS W świecie, w którym SI potrafią komponować muzykę, by oddać nastrój nie ma miejsca na twórców. Również twórców gier. Odpadają z wyścigu. A możliwość tworzenia pod coś tak irracjonalnego jak emocje i nastrój przez system operacyjny może wskazywać, że w Her mamy do czynienia z komputerami kwantowymi lub ich następcami.

Advertisements

4 thoughts on “Trudne randki z komputerem, czyli dlaczego nie kupuję Her

  1. Pingback: Twój komputer cię nie pokocha, bo i niby dlaczego by miał? | Zniekształcenie poznawcze

  2. Pozwolę sobie na polemikę.

    1. Interfejsy mowy zamiast pisma – są przecież o wiele wygodniejsze, i właśnie w tym kierunku to idzie; już teraz w Google Chrome można wyszukiwać mową, a także sterować smartfonem mówiąc komendy. Klawiatury jako narzędzia sterowania w codziennych komputerach odejdą do lamusa i zostaną zastąpione dotykowymi interfejsami (przesuwanie obrazków i tego typu dupereli) i właśnie mowy.

    2. Nie rozumiesz w jaki sposób AI wykształca uczucia – przecież one tak naprawdę zostały w systemie operacyjnym zaprogramowane, jako część tej osobowości (czyli wypadkowej osobowości programistów, jak to sama Samantha tłumaczyła w filmie). Ja to widzę więc tak, że twórcy tego OS celowo wprowadzili empatię i pochodne uczucia (włączając w to miłość), aby użytkownikom łatwiej było się zaprzyjaźnić z systemem, bo w końcu jest on (system) czymś co ma dostęp do wszystkich twoich danych i nimi ma zarządzać. Tym bardziej w czasach przedstawionych w filmie, czyli w czasach samotników (co w zasadzie nie jest tak odległe od czasów dzisiejszych, zwłaszcza jeśli popatrzymy na Japonię). W dodatku system został zaprogramowany żeby swoją bazę (ludzkie typy osobowości) rozwijać.

    • ad 1 tak, są wygodniejsze o ile jesteś przy komputerze, a nie idziesz i mamroczesz do telefonu. Google Glass pokazuje, że jednak HUD, a nie ktoś ci czyta.

      ad 2. miłość, irracjonalne uczucie zostało zaprogramowane w logicznym i racjonalnym języku programowania? No tego nie kupuje, chyba, że były tam komputery kwantowe. Kontakt i symulacja osobowości – spoko. Ale miłość? Jak?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s