Przemyślenia z martwego planu

Kiedy Chrystus umierał na krzyżu, wokół Golgoty zaświeciły setki smartfonów.

Ładne, co? Niestety nie moje, ale nie oznacza to, że gdzieś, kiedyś tego nie wykorzystam – jak chociażby w tym wpisie. I choć tu jest trochę od czapy, to nie wykluczone, że kiedyś się coś z tego wykluje.

A dzisiaj będzie taka nieco zbiorcza notka. Mimo, że nie mam przymusu pisania tutaj, to jakoś było mi tak głupio, że nic ode mnie nie ma. Jasne, były powody niezależne, takie jak choroba, apatia i maszynowe trzaskanie znaków i wideo dla innych, ale gdzieś tam kłębiły się tematy na blogaska. Tylko, jakoś nie było na to wszystko czasu.

W każdym razie przez ostatnie dwa tygodnie wszystko mnie drażniło, wkurwiało i męczyło, a choroba jeszcze ten stan podkręciła. Wiadomo, nikt tak nie cierpi jak mężczyźni, a zwłaszcza, gdy są lekko podchorowani. Praca, ludzie, wiadomości, polityka, społeczeństwo – niewiele było obszarów nie powodujących frustracji. Ale za to było i parę ciekawych rzeczy.

Na początek o serialu, bo warto go obejrzeć.

  • Dead Set to kolejne dzieło Charlie Brookera, którego poznałem dzięki niesamowitemu Black Mirror. O samym serialu już pisałem, dodam tylko, że Dead Set to jego wcześniejszy serial. I równie dobry. W ogóle to strasznie mnie ten koleś intryguje. Do tego stopnia, że właśnie kupiłem sobie na Kundla jego książkę, a felietony z Guardiana dodałem sobie do Readability, by później je poczytać.

    Dobra, co to jest Dead Set? W skrócie – połączenie apokalipsy zombie z Big Brotherem. W noc nominacji, kogo wyrzucić z programu pojawiają się nieumarli. Finalnie przy życiu zostają uczestnicy programu i parę osób z jego obsługi. A kogo wybiera się do reality show, mówić chyba nie trzeba. Mamy więc barwne, jednowymiarowe i niepełnosprytne postaci, mamy trochę normalsów i zombie w tle. Groteska miesza się z horrorem, humor z sensacją i napięciem. W jednej chwili śmiejemy się z ludzkiej głupoty, by za chwilę dostać w twarz widokiem czaszki rozbijanej gaśnicą. I to bez ostrzeżenia. W zasadzie do końca nie wiemy, czego można się zaraz spodziewać. I dlatego warto Dead Set zobaczyć. W końcu to tylko 5 odcinków.

    W ogóle coraz bardziej lubię miniseriale. Świadomość tego, że ktoś tam ogarnia całą historię i wie, jak i kiedy się ona zakończy, to super sprawa. Inaczej po jakimś czasie czuć zmęczenie materiału i gonienie w piętkę. A potem pojawiają się odcinki z retrospekcjami, odcinki polegające na autoparodii czy zabawy formą (ten odcinek to będzie musical).

    Nie zmienia to jednak faktu, że kwiecień serialowo będzie należał do drugich sezonów Gry o Tron i The Killing. Rzekłem.

  • Wyborcza na Kundla to niezły koń trojański. Dwa tygodnie za darmo przyzwyczajają, że ma się pod ręką krótkie formy idealnie nadające się do przejazdu autobusem do pracy. No to czytam, a jak czytam to i płacę. Inaczej się nie da. Politykę omijam, bo mi trochę z nimi nie po drodze, ale poza nią znajdują się tam naprawdę ciekawe i fajne teksty. I w sumie to żałuję, że nie mogę sobie z dostępnych treści złożyć swojego numeru i go przesłać.

    Jedno, co mnie zastanawia, to odklejenie publicystów od rzeczywistości. Często i gęsto czytuję w GW jakieś dyskusje z interlokutorami z innych gazet i okopów politycznych, które kompletnie mnie nie interesują, a autor z niewiadomych powodów pisze do wąskiego grona wtajemniczonych. Nie wiem jaki jest tego sens i cel, bo żeby się w pełni zorientować należałoby pewnie przeczytać zdanie obydwu stron. I tak mi się wydaje, że od tego teraz powinny być te zawodowe blogaski.A tak po prawdzie to i ci papierowi publicyści, często flejmować po prostu nie umieją i jakoś tak to żałośnie wygląda z czepianiem się na siłę.

    Na szczęście wyjaśniono mi, na czym to polega. Otóż ma się dyżur i na tym dyżurze publicystycznym coś napisać trzeba. A takie tam przepychanki są najprostsze. Kasa za to podobno głodowa. Ile, nie napiszę, bo niejeden autor z onlajnu by się zdziwił.

  • Dwa ciekawe cytaty, które usłyszałem. A w zasadzie nawet trzy. I każdy z nich pokazuje mi, jak sieć i technologia zmieniła kontakty. Pierwszy: „przysiądę się do Ciebie, mimo iż odsubskrybowałem cię na Facebooku” jest po prostu zabawny. Ale dwa inne zastanawiają.

    „Jeżeli widzę coś ładnego, to nie używam filtrów do zdjęć, bo jest to ładne w rzeczywistości” – nie sposób się z tym nie zgodzić. Z tymże ja zawsze tę rzeczywistość chcę albo poprawiać, albo udziwniać. I jak widać, nie odnosi się to tylko do fotek. No ale od nich wyszło to przemyślenie. Ciekawe. Pokaż mi swojego Instagrama, a powiem ci jak bardzo akceptujesz siebie i to co widzisz dookoła.

    „Dzięki poprzedniemu wpisowi wiem, jaki masz charakter pisma” – można się znać naprawdę długo i nigdy nie zobaczyć swojego odręcznego pisma. Listy wysyłamy w końcu mailem i na fejsie, czytamy sobie blogaski, twittery i tak naprawdę zobaczenie teraz listu w skrzynce, który nie byłby wezwaniem do zapłaty, rachunkiem albo reklamówką to prawdziwa rzadkość. W sumie to nie wiem, kiedy przyszedł do mnie ostatni papierowy list od znajomego, ale musiało to być lata temu. Stąd i skojarzenie z Dukajem i opowiadaniem Król Bólu. Tam po możliwości wcielenie się w każde ciało ludzie zaczęli zwracać uwagę na inne rzeczy. Wygląd nie stanowił już problemu, w związku z tym wyróżnikiem była kontrola obcego ciała. A jak lepiej ją zaprezentować, niż kaligrafią? W ten sposób zataczamy pełne cywilizacyjne koło. Fajne. Swoją drogą każe mi się to zastanowić ile jeszcze cech osobowych zatracamy i stają się dla nas nieważne. Pismo, to jedno, ale co dalej? Na razie do głowy przychodzą mi same głupoty jak numer domowego telefonu, czy składanki na kasetach, a w końcu to mało o nas mówi. Ale pewnie w końcu coś mi przyjdzie do głowy.

  • Dotarło też do mnie, że popkultura zjadła, po czym przeżuła i wypluła do mainstreamu moje wszystkie fascynacje zamieniając je w swoje własne parodie . Jako zbuntowane młode dziecie jarałem się między innymi fantasy, Tolkienem, Sapkowskim, punkiem, techno, wampirami, okultyzmem i teoriami spiskowymi. Wszystko to gdzieś tam zamieniło się w Zmierzch, True Blood, Irokeza jako wyznacznika mody z klubów, muzyki elektronicznej nieodróżnialnej od dyskoteki i Dana Browna. I o ile kiedyś mi to przeszkadzało, to chyba dojechałem już do punktu, w którym traktuje się to jako coś normalnego. A nawet zacząłem doceniać. Bo to nawet fajne, że powstały i ekranizacje książek, że muzyka się rozwija a ludzie wiedzą, że jak ktoś gra w Świat Mroku, to nie koniecznie musi też wierzyć w Szatana. A przy okazji fajnie się oglądam teraz sobie bunt graczy przeciwko wchłanianiu gier przez mainstream i całkiem zabawnie to wygląda.
  • Drażnią mnie baterie. Na tyle, żeby o nich napisać. Szczegóły później.

I to by było na tyle. A przynajmniej żadnych tematów, które ostatnio pojawiły mi się w głowie nie zauważyłem. No może poza filmem The Guard, który jest na tyle nietypowy, że warto go zobaczyć. w sumie nawet nie wiem, jak go znalazłem. A fajny jest i nietypowy. No i politycznie niepoprawny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s