Zagubiony flejm

Przeglądałem pliki do skasowania w dokumentach i znalazłem jakąś odpowiedź na list, która nigdy nie została wysłana. Plik datowany jest na 9 kwietnia 2008, 23:52. Zostawiam jak jest, bez poprawek i redakcji. Minęły 3 lata, a ile się zmieniło..

Od dawna już wiadomo, że rozwój techniki i internetu jest tak szybki, że prawo i inne dziedziny nauki często nie nadążają z ujęciem w definicje i normy, tego co tam się dzieje. Blogi to zjawisko stosunkowo młode, ale jest chyba jednym z najprężniej i najszybciej się rozwijających. Dawno już przestały to być internetowe pamiętniki, gdzie ludzie opisywali to, co im się danego dnia przydarzyło. Od pewnego czasu obserwujemy powstanie blogów tematycznych, czyli skupiających się na jednym, wybranym wycinku rzeczywistości. Tu właśnie moim zdaniem wpisuje się Polygamia. Interesują nas konsole, gry na nie i to, jak wpływają na popkulturę (i vice versa). Prostym erystyką i usenetowym zagraniem byłoby tu poproszenie o definicję od ilu wpisów blog staje się serwisem i zredukowanie wszystkiego w ten sposób do absursu spychając dyskusję na wałkowanie definicji. Spróbuję więc przedstawić swój pogląd na tę sprawę.

Blog to komentarz autora/autorów do wybranego wycika rzeczywistości. W sumie nie tak bardzo różnimy się od nastolatki, która pisze o tym, co dzisiaj zjadła i jakiej wysłuchała piosenki, z tymże u nas są to wskazania na teksty, jakie nas zainteresowały, gry czy trailery. Możesz więc potraktować Polygamię jako przegląd czytnika RSS i skrzynki emailowej blogerów zrzeszonych w tym projekcie. Bo w sumie tak właśnie traktuję współczsne blogi. Są to drogowskazy, które mówią, gdzie warto zajrzeć i co zobaczyć. Z kolei serwis musi dla mnie mieć dużo autorskich treści, wnikliwą analizę tematu i formułę tekstu będącą czymś więcej niż komentarz do znalezionej informacji.

Patrząc więc z tej strony Polygamia byłaby bardzo słabym serwisem. Nie mamy na mówiąc szczerze sił. Uważny czytelnik zauważy, że lwią część tworzy parę osób, którym zajmuje to naprawdę dużo czasu. Jasne, chcielibyśmy robić dużo więcej, ale jak na razie nie mamy takich zasobów, które by na to pozwoliły. Chcę tu też przypomnieć, że blog ten jest nadal amatorski, nikt z nas nie uważa się za „dziennikarzy growych“. Piszemy o tym, co zwróciło naszą uwagę, co naszym zdaniem warto omówić i komentujemy aktualne wydarzenia. Czasami lepiej, czasami gorzej – to jasne. Wydaje mi się, że właśnie datego czyta nas te parę tysięcy osób, bo w końcu te same informacje pojawiają się w wielu innych miejscach.

Tu od razu napiszę o jeszcze jednej rzeczy, chociaż ty o niej nie wspomniałeś, jednak warto na nią zwrócić uwagę. Jest to zarzut o kopiowaniu treści. Przy skończonym źródle informacji i nieskończonej ilości blogów, serwisów itd ciężko być tym jedynym. Równeż bardzo ciężko wskazać faktyczne źródło, przez które dotarliśmy do danej informacji. Bo jeżeli na raz dostajemy wskazanie od 6 stron , które śledzimy, to w zasadzie, którą powinniśmy wskazać jako pierwszą? A jeżeli sami zaczęliśmy pisać dużo wcześniej, ale publikacja wydarzyła się później? Zwykle staramy się podawać źródło informacji, o ile jest to możliwe.

Czas też odnieść się do zarzutu, że nie piszemy o naszej rodzimej blogosferze. Mam nieco odmienne wrażenie. Nie chcę tu przytaczać przykładów, ale wskazujemy ciekawe teksty, jakie znajdziemy. Jasne, zapewne jest ich dużo więcej, ale polegamy na naszych źródłach rss, jak również na mailach od czytelników. Co więcej, nawiązujemy polemikę, staramy się przedstawić swój punkt widzenia na dany temat i odpowiednio go skomentować. Problem w tym, że przeglądamy naprawdę dużo stron i bieżące informacje zwykle zgarniamy szybciej z zagrancznych źródeł, więc ciężko po fakcie dopisywać, że u kogoś też to się pojawiło, no chyba, że pojawi się nieco odienny od naszego komentarz, na który chcemy odpowiedzieć.

Odnoszę również wrażene, być może mylne, że niewiele innych blogów poza nami to robi. Tu pada temat Fantasmagieri i Twojej informacji. Powiem szczerze, że jeszcze nie słuchałem tego podcastu z bardzo prostego powodu – braku czasu. Generalnie pisanie na Polygamię i robienie polygadki zajmuje mi większość wolnego czasu, również tego na słuchanie innych podcastów. W zasadzie starcza mi czasu na dwa – 1up Yours i HotSpot. Uważam, że umieszczanie informacji o tym, że pojawił się kolejny odcinek cyklicznej audycji jest nieco bez sensu. Tak jak nikt nie pisze, że jest kolejna polygadka, bo wiadomo, że się pojawi. Oczywiście, jeżeli któryś z moich autorów znalazłby coś w Twoim podcaście, co jego zdaniem wymagałoby komentarza, rozszerzenia lub polemiki to idę o zakład, że pojawiłby się u nas odpowiedni wpis.

Na sam koniec Blogfrog. W swoim założeniu to platforma skupiająca wszystkie blogi, oceniająca je i promująca najciekawsze treści. Ponieważ Polygamia została tam dopisana, założyliśmy, zakładaliśmy, że będziemy podlegać tym samym regułom co wszyscy. Tam czasem, bez wyraźnych zmian w regulaminie i bez wcześniejszego poinformowania nas o tym, zostaliśmy potraktowani gorzej niż inni. Nie miałbym żalu, gdybyśmy przestali spełaniać jakieś warunki formalne i w związku z tym zostali usunięci z tego agregatu. Tymczasem jednak mamy sytuację przedziwną. Polygamia nadaje się by być, ale jest traktowana gorzej. Wskazuje to na nieoskonałość tego seriwsu i jego nieprzygotowanie, bo przecież podobne blogi tematyczne istnieją w internecie i można było założyć, że kiedyś pojawią się i w Polsce. Co więcej, wydaje mi się nawet, że jest prosty sposób na rozwiązanie tej sytuacji, no ale skoro Agora wybrała metody partyzanckie, to trudno. Jeden telefon, czy mail by wystaczył.

Nigdy nie poszło. W sumie to ciekawi mnie na co wtedy odpowiadałem. Pogooglam, bo to był jeden z tych pierwszych flejmów z innymi małymi sajtami.