Szczęśliwe dzieciństwo

Czytam sobie artykuł o rodzicach, których zbulwersował klaun w przedszkolu. Klaun z McDonalda oczywiście.

Firma wyjaśnia, że w trakcie wizyty nie ma żadnej degustacji, że maskotka ma kategoryczny zakaz namawiania do przyjścia do fast-fooda, że McDonald ma też fundację, która opiekuje się chorymi dziećmi. Ale to mało.

Czytam i serio, jak widzę takie wstawki, to mi się jakoś tak przykro robi:

Zapewnia, że nie karmi syna wyłącznie sałatą i pomidorami, a raz na jakiś czas podaje mu nawet frytki

No shit?! Nawet frytki? Jasne, nie ma co wpychać w dzieci wyłącznie fast foody, ale też i nie ma nic złego w zjedzeniu hamburgera raz na jakiś czas. Problemem są ekstrema i zakazywanie całkowicie normalnych rzeczy.

Oglądanie telewizji, granie w gry, jedzenie w fast foodach to część naszej cywilizacji. Wymyślone dla naszej przyjemności, rozrywki, ale też i rozwoju. Nie ma co przed tym uciekać i skazywać dziecko na bycie społecznym outcastem, który w życiu nie jadł BigMaca.

I najlepiej swoje ekstremizmy zachować dla siebie. Potomek niech sobie sam wybierze, czy chce jak tata jeść sałatę, pomidory i czasem frytki, czy może flaki, galaretę i śledzia w śmietanie.