Nie kupuj nowego kompa, wymień stary dysk na SSD

No i stało się, musiałem z powrotem przesiąść się na swój stary komputer. Zamiast ślicznego jedenastocalowego MacBooka Air czekał mnie MacBook Pro z 2010 roku. Z systemem operacyjnym, który nie był reinstalowany od co najmniej 10 lat.

Działało to wolno, obrzydliwie wolno. Nie uwierzylibyście, że laptop może tak się wlec. Ale się wlekł i w zasadzie nie było na niego sposobu. Nic nie chodziło w tle, cache były poczyszczone, ale nic to nie dawało.

Zrobiłem opcję zero, a w zasadzie opcja sama się zrobiła, bo okazało się, że z backupu nici.

Jak? Już tłumaczę. Wiedziałem, że wymiana kompa nie wchodzi w rachubę, ale na dysk SSD mnie stać. Wyjąłem więc nieużywany napęd CD, w jego miejsce zainstalowałem stary dysk 500GB, a a na miejsce wsadziłem nowiutkie 256GB SSD. I co się okazało?

Że mimo, iż teoretycznie mam teraz 750GB w systemie, to 500GB backupu przywrócić się nie da. Time Capsule od razu zaczęło marudzić, zaś przenoszenie profilu po kabelku FireWire po prostu się wywalało. Poczułem się jak za starych windowsowych czasów, gdy przenosić wszystko trzeba było ręcznie.

No i przeniosłem. Skopiowałem dokumenty, a reszta jakoś pojawiła się sama. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile rzeczy trzymacie w chmurze. Muzyka, maile, dane logowań… słowo daję, że większość rzeczy po zalogowaniu się do rozmaitych usług pojawiła się sama.

Skutek? Komputer śmiga. Na cycki Eris, taki szybki to on nigdy chyba nie był. Renderuje, montuje, odgrywa i pisze jak szalony. A wszystko to za mniej niż 800zł. CD-Romu i tak już nikt przy zdrowych zmysłach nie używa, a większa powierzchnia dyskowa cieszy.

Jedyny minus? Póki co, z niewyjaśnionych powodów czas pracy na baterii zjechał mi do maksymalnie 3 godzin. Co boli, zwłaszcza, że nie wiadomo dlaczego tak się stało i, póki co, żadne rozwiązanie nie pomaga. Z dwojga złego wolę mieć jednak sprawny i szybko komp na parę godzin niż wlekącego się trupa nawet i na 10.

No a przy okazji odciąłem cały syf, który w systemie nagromadził się przez lata. I nie żałuję.

Tak samo jak chwilowej przesiadki na Androida.

Nie chce mi się

Stan

Wybaczcie, ale nie chce mi się chwilowo niczego pisać. Niezależnie od tego, czy to mądre, czy głupie. Ani o technologiach ani o grach ani nawet o moderce blogowej. Miałem nawet w głowie trochę manifestu modowego, mającego brzmieć równie poważnie co wypowiedzi znanych blogerów o polityce, ale mi przeszło.

I to nie jest tak, że nie mam o czym. Bo jest przecież nowy, znakomity odcinek Wolf Among Us, nudne GTAV, świetny Kijek Prawdy, czy zaskakujące odkrycie – Sleeping Dogs, gdzie w radio podczas jazdy leci Cinematic Orchestra.

Jest cała gama doświadczeń związanych z reinstalacją systemu, mówiąca – że fajnie jest w chmurze z bonusową życiową poradą – ludzie nie kupujcie nowych kompów, tylko dyski SSD.

Finalnie jest też to całe porównanie ryneku mobilnego do wielkiej greckiej tragedii. I to z katharsis dostępnym podobno na jesieni. Tak, tak, przesiadłem się na Androida, jest lepiej niż myślałem, że będzie. gorzej, jest znośnie.

Ale jakoś nie czuję, żeby to miało sens. Póki co. Jesteśmy w kontakcie.