Review: Lucifer, Vol. 9: Crux

Lucifer, Vol. 9: Crux
Lucifer, Vol. 9: Crux by Mike Carey
My rating: 4 of 5 stars

Lucyfer to od dawna jedna z moich ulubionych serii komiksowych i jedne z nielicznych wydawnictw na „martwych drzewach”, które jeszcze kupuję. Pewnie dlatego, że po prostu uwielbiam mitologię judeochrześcijańską, opowieści o Gwieździe Zarannej, LIlith, stworzeniu i Nephilimach. A tutaj są one opowiedziane dobrze. Po prostu dobrze.

Mój jedyny problem z tym cyklem to koszmarnie długi czas pomiędzy ukazywaniem się kolejnych części. A co za tym idzie, totalny brak pamięci, co działo się wcześniej. No ale jak widać da się z tym żyć.

View all my reviews

Pożytki z minimalizmu

Stanley Parable – dopisać na listę gier do zagrania. Sprawdzić, czy jest na konsole, albo czy może będzie.

Inżynieria Wszechświetności

droga_donikad Nie jestem pewien, czy z wiekiem staję się coraz bardziej wyrobiony, coraz bardziej pretensjonalny, czy też po prostu coraz starszy. W każdym razie coraz mniej chętnie gram w gry, do których przywykłem w dzieciństwie, a coraz chętniej – w gry dziwne.

Ostatnio zagrałem w dwa takie kurioza, z których jedno podobało mi się bardziej, a drugie mniej.

View original post 917 słów więcej

Bo te 80 000 zł to takie grosze…

Okazuje się, że 80 tysięcy za rebranding to nie tak dużo. Oczywiście pomijam tu fakt totalnej bezsensowności olimpiady w Krakowie i braku na nią pieniędzy. Po prostu warto zobaczyć ile więcej wydali inni.
No ale ich stać, nas nie za bardzo

Łukasz Stanek

Zaprezentowano dziś oficjalne logo Krakowa jako „Miasta Zgłaszającego Się” do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku. Od samego początku logo budzi pewne „kontrowersje” związane z tym za ile zostało wykonane i kto je wykonał.

Za nowe logo odpowiada szwajcarska firma Event Knowledge Services (w przypadku tej firmy powiedzenie „szewc w dziurawych butach chodzi” jest jak najbardziej na miejscu), która zainkasowała za projekt 78 720 zł. Szczerze zastanawiam się co wzbudza większe kontrowersje – cena czy narodowość firmy.
Nim wybrano firmę EKS został ogłoszony przetarg na owe logo. Nadesłano blisko 150 projektów, a nagroda główna wynosiła 10 tys. zł. Jednak przetarg anulowano ponieważ nie wyłoniono pracy, która „w satysfakcjonujący sposób mógłby służyć identyfikacji wizualnej Krakowa jako „Miasta Zgłaszającego się””.

Słuszność tej decyzji trudno mi ocenić ponieważ nie widziałem innych projektów. Trudno mi jednak zgodzić się z faktem, że zapłacono dużo bo w moim odczuciu nie. Oczywiście…

View original post 211 słów więcej

Review: The Fabulous Riverboat

The Fabulous Riverboat
The Fabulous Riverboat by Philip José Farmer
My rating: 2 of 5 stars

Po fantastycznym „Gdzie wasze ciała porzucone” nadszedł czas na część drugą, znacznie słabszą. Na tyle nieciekawą, że poważnie zastanawiam się nad lekturą części trzeciej. A przecież zapowiadało się tak dobrze.

Cała ludzkość zostaje nagle wskrzeszona. Ludzie z różnych okresów żyją w w świecie, który mógłby być rajem, Nie ma chorób, nie ma śmierci, niedołężności i starości. Każdy jest młody, każdy dostaje za darmo jedzenie. Można spotkać największych myślicieli, artystów czy intelektualistów. A wraz z nimi największych tyranów i psychopatów. Szybko okazuje się, że ludzie są po prostu ludźmi. Po kilku godzinach raju zaczynają się pierwsze gwałty, zabójstwa i rozboje. Później pojawia się niewola, wojna i wszystko to, co widzimy dzisiaj.

Brzmi fajnie? Pewnie. Jest zagada – kto i po co nas wskrzesił, jest ciekawy świat i postaci historyczne, które spokojnie można wykorzystać. A mimo to drugą część czyta się ciężko i topornie. Postaci są nieprzekonywujące, zaś intryga.. cóż – taka sobie.

Przeczytałem z rozpędu po części pierwszej i nie żałuję, ale kolejny tom to sobie trochę poczeka w kolejce, aż się za niego zabiorę.

View all my reviews

13 Okładek VHS tak złych, że aż dobrych

O kurczę! Parę z nich widziałem. I to na VHS!

Szlam.net

Autor: Krystian Kujda
Kiedy Szlam.net poprosił mnie o wybór top 13 złych okładek kaset VHS, stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Jak z setek pięknych, kiczowatych grafik, wybrać tą jedyną trzynastkę? I co to znaczy „złych”? Przecież okładki te (jak i same filmy) dostarczały nam świetnej rozrywki. Dlatego też proszę potraktować poniższe zestawienie jako umowne. Starałem się wybrać okładki najbardziej reprezentatywnych dystrybutorów polskiego rynku video wczesnych lat 90., a ich kolejność jest czysto przypadkowa. Po więcej przyjemności odsyłam do wciąż rozrastającego się archiwum The Legendary VHS.

1. Potwór z jeziora
(aka Beast from Beyond), 1980, dystr. Video Rondo

beast from beyond f
Upośledzone dzieci polskiej szkoły plakatu – tak chyba można określić niektóre okładki dystrybutora Video Rondo z Gdyni. Często malowane przez studentów i wykładowców ASP, którzy nie mieli nawet okazji obejrzeć filmu, do którego okładkę tworzyli. Ten niebieski, zdziwiony potwór obiecuje niezłą rozrywkę zamiast której niestety dostajemy posępne, nudne kino. Nieruchawy potwór…

View original post 758 słów więcej

O grach osobistych

Altergranie

„Kto czyta – żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany”. Słowa Józefa Czechowicza, jakby stworzone z myślą z motcie konkursu czytelniczego w bibliotece szkolnej (cudne czasy!), są tyleż banalne, co prawdziwe. Siła literatury pięknej (a wraz z nią i innych mediów narracyjnych, z filmem na czele), tej naprawdę dobrej, polega między innymi na umożliwieniu nam wejścia w buty bohaterów zgoła różniących się od nas samych: pod względem wieku, płci, pochodzenia, rasy, wyznania, orientacji seksualnej, statusu społecznego, systemu wartości, itd. To natomiast poszerza horyzonty jak mało co, uczy empatii, konfrontuje z tym, co nieznane i niełatwe, pozwala odnaleźć wspólny mianownik dla mnogości ludzkich doświadczeń i (jak lubię naiwnie wierzyć) czyni nas po prostu lepszymi ludźmi.

A gry? Cóż, nie są medium szczególnie znanym z pochylania się nad kondycją ludzką. Nie w tym zresztą tkwi ich siła; są niezrównane w tworzeniu immersyjnych przestrzeni, ale…

View original post 1 902 słowa więcej

Essential: Marvel Horror vol.1 (Marvel, 2006)

Chyba bardzo chcę to przeczytać

Szlam.net

68320_original
Autor: Dominik „Bullet” Kunat
We wrześniu 1973 w świecie Marvela pojawił się Daimon Hellstorm a.k.a Syn Szatana! Ten, było nie było, diabelski pomiot zadebiutował w dwóch pierwszych numerach miesięcznika Ghost Rider. Historie te można przeczytać w rodzimej edycji pierwszego tomu Essential Ghost Rider, który został wydany przez śp. wydawnictwo Mandragora w 2007 roku. Od tego czasu facet z pentagramem na klacie nie dawał mi spokoju. Stosunkowo niedawno zaopatrzyłem się w oryginalne wydanie Essential Marvel Horror vol.1, w którym znajdziemy pierwsze dwadzieścia cztery opowieści o Daimonie Hellstormie. Okazuje się, że pełny debiut piekielnego dziedzica miał miejsce w dwunastym zeszycie Marvel Spotlight. W opasłym tomie znalazło się również dziewięć zeszytów i jedno opowiadanie traktujące o siostrze Daimona – Satanie.

73490_original
Daimon Hellstorm jest synem demona o imieniu Szatan (nie do końca wiadomo czy to ten biblijny) i śmiertelnej kobiety imieniem Victoria Wingate. Demon, chcąc zapewnić sobie potomka, zamieszkał w amerykańskim stanie Massachussets. Gdy…

View original post 657 słów więcej

Review: Cała prawda o planecie Ksi

Cała prawda o planecie Ksi
Cała prawda o planecie Ksi by Janusz A. Zajdel
My rating: 3 of 5 stars

Niestety, tym razem jestem nieco rozczarowany. W zasadzie to dostałem gorszą wersję Paradyzji – fabuła jest praktycznie analogiczna, rozwiązanie również takie samo. A do tego wszystkiego napisane to jest po prostu słabiej. Być może po odrzuceniu przydługawego i w zasadzie niczemu nie służącemu wstępowi odbiór książki byłby nieco lepszy, ale i tak doszlibyśmy do wniosku, że Zajdel opowiada nam nieco inaczej tę samą historię.

W Limes Inferior na szczęście udało się tego uniknąć.

View all my reviews

Wielkie sprzątanie świata

Altergranie

Wszyscy mamy jakieś dziwactwa i słabostki. Ja na przykład lubię porządek. Prawdopodobnie trochę za bardzo. Lubię mieć wszystko poukładane i zaplanowane, pod kontrolą. Nie lubię zaś nadmiaru i chaosu. Jak wiadomo, życie – z właściwym sobie wdziękiem cynizmem – lubi natomiast grać takim osobom jak ja na nosie. I tu w sukurs przychodzą gry, w których przy mniejszym lub większym wysiłku można zapanować nad materią, ujarzmić ją. Poznając dobrze reguły panujące w wirtualnym świecie, można uniknąć bałaganu i przykrych niespodzianek. Można poczuć moc wynikającą z faktu, że wszystko zależy tylko od nas. Czasami tego właśnie od gier potrzebuję: możliwości podrapania swędzącego miejsca w mózgu. Mówiąc ładniej: zaspokojenia konkretnej psychicznej potrzeby.

Przykład? Kiedy parę lat temu przeprowadziłam się z rodziną do innego miasta, jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiliśmy, było (a jakże) rozpakowanie i podłączenie konsol. Przez kilka początkowych dni w nowym miejscu większość czasu spędzałam grając, na przemian, w Beautiful…

View original post 888 słów więcej