No budować to tu umieją szybko

Okazuje się, że pierwsze wrażenie o katarskiej stolicy – Doha było błędne. To nie slumsy i rudery – to jeden wielki plac budowy. I idzie im całkiem nieźle. Wcześniej nie było tu nic. Teraz powoli pojawia się praktycznie wszystko – od ogromnego portu,przez imponujące drapacze chmur aż do stadionów olimpijskich.

A że naród w ropę i gaz bogaty, pracować nie musi, to i rozyrywki ma nieco inne. Jakie? Kolekcjonowanie samochodów  to jeden z nich. Spróbujcie znaleźć chodniki w Doha. Są, nie ukrywam, ale nie jest ich za dużo. To miasto dla zmotoryzowanych. A że pracujący mają nieco gorzej… kogo to na razie obchodzi. Turystyka to dopiero pieśń przyszłośći, więc co za problem.

Chodzi się więc od placu budowy do placu bodwy, wymienia uwagi z robotnikami i podziwia nowopowstałe budynki. Czyli w zasadzie wszystkie, bo jeszcze 10-20 lat temu nie było tu nic. Nagle pojawiła się ropa i gaz i biedny kraj stał się nagle mokrym snem każdego miłośnika drogich samochodów i zakazu picia alkoholu.

Jest więc ładnie i z potencjałem, ale jeszcze jakiegoś niesamowitego wrażenia Doha nie robi. Ale za parę lat… Oj, na pewno będzie warto zobaczyć ten nowy Dubaj.

20140101-154412.jpg

Obywatele nie pracują

20131231-011732.jpg
Ląduję późno w nocy. Doha – miasto zbudowane niecałe 200 lat temu to stolica Kataru. Po wyjściu z terminalu, jak na każdym lotnisku pojawia się szemrany koleś i pyta, czy taxi. Tak, potrzebuję, ale za cholerę nie wiem ile są warte tutejsze pieniądze, jak się nazywają i w zasadzie ile powinienem zapłacić.

Mówi, że 50. Przyjmuję. I tak nie wymyślę nic lepszego. Jedziemy chwilę. Jest ciemno, mało widać, choć da się zauważyć, że jest gorzej niż w Los Angeles. I te slumsy jakieś brudniejsze i budynków w oddali mniej. No ale są palmy.

– To duże miasto? – zaczynam rozmowę. Nie – odpowiada – mieszka tu pół miliona mieszkańców. I dwa i pół miliona pracowników. – dodaje szybko. Okazuje się, że obywatele pracować nie muszą. Od tego są cudzoziemcy. Po co Katarczycy mają się męczyć? I płacić podatki?

W sumie fakt, widać w tym jakiś sens, chociaż szkoda, że na pierwszy rzut oka ani na otoczeniu, ani na czystości mieszkańcom nie zależy. Rozwalające się budynki, rudery i rumowiska są wszędzie. No ale może gdzie indziej jest ładniej. W końcu to tani hotel. I tylko na chwilę, przed kolejnym lotem.

Alkoholu nie ma. I lepiej o niego nie pytać. Dobrze, że coś zostało z podróży.