Powiew nowości

20120522-151947.jpg

Jadę metrem, zmęczony i podchorowany po podróży. Patrzę i nie dowierzam. Reklama albumu w cyfrowej dystrybucji i tylko na iTunes. No po prostu bomba. I nie dlatego, że Apple – dla mnie to taki powiew normalności. Warto promować cyfrowe wydania.

Czytaj dalej

Reklamy

25 powodów smutku (1)

Zrzut ekranu 2011-12-1 o 03.20.54.jpg

Pisząc sobie o Republice 69 kliknęło mi się w ajtjunsach na top 25 i jej – ale ze mnie smutas. Melancholijne tematy, smutne plumkanie i brzmienia. Taki jak widać jestem.

Patrzę sobie na te utwory i każdy z nich był zapętlony w kółko przez dłuższy czas i związany z jakąś porażką, czy też życiowym fuckupem. Zresztą ilość odtworzeń mówi sama za siebie. Co ciekawe – każdy z nic ma historię, o każdym z nich umiem coś opowiedzieć.

To tak bez większych szczegółów. I ponieważ jak widzę będzie tego trochę, to teraz pierwsza dziesiątka.

Mad World z Donnie Darko towarzyszył mi długo, chyba aż za długo. A sama miłość do niego wzięła się oczywiście z niesamowitego zwiastuna Gearsów. Zobaczyłem po raz pierwszy, namierzyłem kawałek. Zakochałem się. A potem tak 460 razy. Sporo słabych momentów z nim przeżyłem i towarzyszył mi w słuchawkach podczas nocnego szlajania się.

Let Your Love Grow to z kolei relatywnie nowe odkrycie. Przyszło z tuba.fm z radia Noviki, kiedy sądziłem, że w muzyce to mnie już nic nie zajara. Jak zwykle się myliłem – zajarało. Moderat, Apparat, Modesektor, Trentemoller – to wszystko nowe zespoły, które pojawiły się dzięki temu jednemu utworowi. Końcówka 2010 i 2011 należy do niego. Serio.

Snow Patrol to etap Mad World. O kapeli dowiedziałem się z MTV, które to zaprosiło ich na premierę Xboksa 360. Zagrali zupełnie inne utwory a mi w ajtjunsach został tylko ten. I do tej pory czasami go słucham.

Dayvan Cowboy znalazłem na last.fm. Lubię słuchać stacji z polecanymi utworami i tak poznałem Boards of Canada. Ich jedyny utwór w top 25 wszech czasów jest suuupe. Szkoda tylko, że nie ma dobrego teledysku. Ten z falami jakoś tak…. no niew wiem, można było lepiej.

HURT i Załoga G to reminiscencje punkowego okresu. Pamiętam, jak kiedyś nagrałem ich koncert na kasecie z Jarocina 89. Było tam protest song o słowach

NIE MAM MATURY I NIE MAM PIENIĘDZY
LATA MIJAJĄ, JA ŻYJĘ W NĘDZY
MOŻE IŚĆ DO PRACY? CHYBA ZWARIOWAŁEŚ !
MOŻE ZOSTAĆ PANKIEM? ALBO RASTAMANEM!
MOŻE ZOSTAĆ STRÓŻEM? NIE TO NIELOGICZNE
MUSIAŁBYM ZNÓW JADAĆ SERKI DIETETYCZNE
SERKI DIETETYCZNE? SERKI DIETETYCZNE!

Nawet znalazłem to na yt:

Czad, co? Te głębokie słowa.. i to zaskakujące, z niczym się nie kojarzące zakończenie. Ale wtedy byłem w liceum i jebałem system. Podobało mi się. A nowy Hurt to cóś, co jest 4 klasy wyżej. A przynajmniej ten kawałek.

City of Rome to muzyka do Assassin’s Creed. Ostatnie czasy, nie ma co się rozwodzić nad tym więcej, może poza faktem, że Assassin’s Creed 2 to świetna seria gier z cudowną muzyką, a Jeper Kyd to jeden z największych kompozytorów muzyki z gier.

I against I to z kolei mocno o mnie. Bo czasami się też tak czuję, jakby mój umysł był moim wrogiem i robił mi psikusy. Nic strasznego, ot po prostu nie pozwalał skupić się czy wypocząć. Trochę mi się to kojarzy z małymi złośliwościami jakie są gotowi zrobić sobie bracia.

W każdym razie – kupiłem w ciemno nową płytę Massive Attack, zgrałem na iPoda (nie było ajfonów. ha!) i słuchałem w metrze. Czytałem też nałogowo Malazańską Księgę Poległych. Nie pamiętam, który tom, ale jak to tam zwykle bohaterowie mieli przejebane. Wpadli do miasta pułapki, które zostało podpalone, armia zaczęła się palić, nie było ucieczki. Gdzieś tam w tle szalał żywiołak ognia. No i do tego było I against I które tak zajebiście pasowało, że musiałem skończyć ten opis z tą muzyką. I jeździłem metrem, aż tak się nie stało. Bo było to wówczas najważniejsze.

Low Place Like Home – też przylazł z last.fm i w sumie nie ma się czemu dziwić, skoro w owym czasie najczęściej w moim ajtjunsie gościł Mad World.

Ale romans ze Sneaker Pimps był krótki. Do stałego zestawu weszło tylko parę kawałków, a nowe płyty jakoś mi nie zaskoczyły. No ale ze 3 utwory cenię baaaardzo.

No i na koniec True to Form Hybrida. O nim szczerze mówiąc wiem najmniej. Jakoś pojawił się u mnie i został. I baaaardzo długo był to jedyny utwór który miałem.

Na moje oko minęło jakieś 4-5 lat zanim kupiłem resztę utworów i potem kupiłem i wysłuchałem chyba wszystkiego co zrobili. aktualnie to mój personalny numer jeden. Aż dziw bierze, że wszystko zaczęło się (chyba znowu od last.fm) i fragmentu utworu mówiącego o tym, że podmiot liryczny żałuje, że się urodził.

A teraz? Nie dość że kupiłem ich płyty zarówno jako Hybrida, jak i jako Hybrid Soundsystem to jeszcze poluję i zgrywam wszystkie ich sety DJskie z radia. No i zarażam kogo mogę. Są już pierwsze ofiary.

Ale tak ogólnie? Poza jednym drum.n.basowym radyjkiem same smęty. Smutas ze mnie, bo w drugiej 10, czy też nawet 15 lepiej nie jest. Ale o tym później.