Jezu, jak mnie zaczynają drażnić te kina

Drogie kina, robicie to źle. Przez swoją idiotyczną politykę zaczniecie tracić klientów, bo są jakieś granice wyciskania z ludzi kasy.

Czytaj dalej

Reklamy

Hobbit!

Byłem, widziałem, podobało mi się. I to nawet bardzo. A największe wrażenie, poza 48FPS zrobił na mnie dźwięk.

Czytaj dalej

Nowe The Thing nie działa

Obejrzałem prequel do The Thing. Jak ktoś nie wie, że tam jest kosmita, to niech dalej nie czyta, bo i spoilerów trochę zapewne będzie.

Anyways, obejrzałem i tak mnie tknęło, że cała koncepcja nie ma sensu. Pierwszą część widziałem dawno temu i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Niepewność, izolacja, zaszczucie i idealnie maskujący się skurwysyn z kosmosu dawało sporo emocji. No i te testowanie kto jest kim. Nawet tekst na tę okoliczność zamówiłem, który odnosił się do tej sytuacji. O tu jest (i w ogóle fajny, polecam, tartq dostarsza).

A tam przykład z The Thing:

W tej scenie zarówno widzowie, jak i postacie wiedzą już, że któryś z bohaterów jest obcym. MacReady przeprowadza test, który ma na celu odkrycie tożsamości obcego. Dotykając próbek krwi rozgrzaną igłą, obserwuje reakcję, mającą ujawnić, kto z nich jest obcym. Mamy więc pierwszy etap, czyli suspens. MacReady musi dokonać jakiejś czynności (test krwi) pod presją, nie zdając sobie sprawy z rezultatów […] Nagle krew wyskakuje z pojemnika – zaskoczenie. Trwa to zaledwie ułamek sekundy i sytuacja szybko staje się napięta. Zagrożenie jest już jawne i należy przejść do działania. Zwróćcie uwagę na to, że MacReady nie może uruchomić miotacza, więc napięcie rośnie w miarę postępu sceny. Gdyby zwyczajnie wycelował miotacz i wypalił, scena miałaby fatalny finał po tak genialnym wstępie.

No i to wszystko jest super fajne, zwłaszcza, że w pierwszej części ten kosmita z tego co pamiętam, to był dopiero pod koniec.

A w nowej wersji? Już na starcie widzimy gigantyczny statek kosmiczny i coś, co jest zakute w lodzie. Ale ja nie o tym, bo to w sumie prequel i każdy wie, na co idzie do kina.

Ja o czymś innym, O samym bad guyu, czyli dużym wirusie z kosmosu. Bo jest w filmie taka scena, kiedy on czyha na naszą bohaterkę w swoim statku uruchamia go i w ogóle. I moje pytanie brzmi – jak. Skoro przez cały film pokazywana nam jest istota, która z inteligencją ma mało wspólnego i generalnie chce wszystkich zeżreć, to w jaki sposób operuje ona tym pojazdem? Jakoś przez całość trwania filmu nie wykazała się żadnymi zdolnościami technicznymi wykraczającymi poza nasze ludzkie możliwości. A tu nagle pod koniec – ho ho – polecimy sobie w kosmos.

Zresztą już samo gananie się z laską po statku i ropirzanie wszystkiego po drodze jakoś kłóci mi się z ideą gwiezdnego podróżnika, który chce sobei gdzieś polecieć. Bo latając po korytarzy i rozbijając głową ściany istnieje spora szansa na zniszczenie jakiegoś ważnego kabelka.

Wolałbym inny scenariusz. Innego zarażonego obcego, który rozbija się na ziemi w oddaleniu od wszystkich i wrzuca się głęboko pod lód, żeby nikt się już nie zaraził, żeby raz na zawsze to cholerstwo zniszczyć zanim go pochłonie. Jakoś ten scenariusz mi się bardziej podoba i chyba był on zastosowany nawet w Aliensach. Albo w drugim filmie, albo w książkach po.

Nie miałoby to więcej sensu? Choć pewnie zaraz się w jakiejś fanowskiej wiki okaże, że jest na to jakieś sensowne wyjaśnienie, tylko przegapiłem 16 klatkę w 3 minucie, gdzie było widć coś, co tłumaczyło wszystko, albo też brakuje mi wiedzy z jakiegoś fanfika.

Pffff.