Pomysł na pośmiertny startup mam

8 rano, Santa Monica. Jestem po pierwszej kawie, jeszcze przed pierwszym śniadaniem. Za to umyty, powiedzmy że odespany i rozciągnięty po locie. Za oknem poza betonowym parkingiem jest dach z drzewem, masę suchych igieł na dachu i wiewiórka – ot, Kalifornijska przyroda miejska w całej okazałości. Siedzę sobie i myślę. Głównie o samolotach, ale też i startupie.

Czytaj dalej