W królestwie umierającego analogu

Na nowy album Dead Can Dance czekałem 16 lat. To, że kupię, a nawet więcej – złożę zamówienie przedpremierowe – jest pewne. Głowię się tylko, którą wersję zamówić. A to dla mnie o tyle ciekawe, że pokazuje, jak bardzo zmienił się świat i moje jego postrzeganie.

Czytaj dalej

Epka Dead Can Dance za darmo

(Fuck, nie działa wklejka z javascriptem… trudno)

Do pobrania tutaj.

O tym, jak bardzo zżyłem się z tym zespołem nie ma co pisać. Odkryłem jeszcze w liceum, szukając czegoś podobnego do Clannadu. I chyba w którym radio tak została zaanonsowana płyta Into the Labirynth, od której się zaczęło.

A potem kupiłem po prostu wszystko co było, włącznie z zapisem VHS z koncertu Towards the Within i później DVD o tej samej nazwie.

Najlepsze płyty? Zdecydowanie Within the Realm of Dying Sun i Into the Labirynth. Zresztą – iTunes, jak zawsze, prawdę powie. Poniżej lista najczęściej słuchanych kawałków:

Na koncercie byłem niestety tylko jednym. Już po upadku zespołu, po którym miało coś się nowego pojawić, ale finalnie nic nie wyszło, choć plotki mówią, że Brendan i Lisa znowu nad czymś pracują. Ale i tak było warto. Mistyczne przeżycie.

Za co ich uwielbiam? Chyba za tę poetykę melancholii, głęboki teksty i przepiękną muzykę czerpiącą całymi garściami z różnych kultur. I za to, że się nie starzeją i zawsze mogę do nich wrócić, choć ich solowe płyty prawie zupełnie mi nie podeszły.

I chyba tyle w temacie. Bo słucham ich niby mniej, ale cały czas są gdzieś we mnie.