#PoPolygadka 2 – ta o miłości do LEGO

the_lego_movie_2014-wide

Ta firma przecież nie ma prawa istnieć! Kogo w epoce konsol, wirtualnej rzeczywistości i Minecrafta będą interesować jakieś głupie klocuszki? Prawda? Błąd! Interesują wszystkich.

LEGO stało się jedną z największych firm produkujących zabawki dla dzieci . Jest większa niż Mattel i Hasbro – jak mówi w drugim odcinku PoPolygadki Jakub Tepper. Cały świat czeka nie tylko na nowe zestawy klocków osadzonych w fantastycznych uniwersach, ale na filmy i gry z nimi. Okazuje się, że dziecięce marzenia o pojedynku Batmana z Hanem Solo mogą się spełnić i to nie tylko w naszej wyobraźni. Muszą po prostu być obydwaj zrobieni z klocuszków.

LEGO stało się platformą dzięki której na nowo odżywają Gwiezdne Wojny i inne stare baśnie. A do tego światy mogą się przenikać, zaś dorośli świetnie bawić z dziećmi. I to zarówno budując, jak i grając w gry, w których każdy znajdzie coś dla siebie, a teraz nawet chodząc do kina.

Niesamowite, prawda?

A to dopiero początek możliwości, jakie daje nam połączenie klocków z elektroniczną rozrywką. Wyobraźcie sobie, jak niesamowitym patentem byłaby możliwość przeniesienia Waszych budowli za pomocą Kinecta do gry wideo. Budujecie zamki, pojazdy i ludziki a następnie w tym świecie przeżywacie niesamowite przygody.

Nie mogę się doczekać, aż to będzie możliwe.

Trudne randki z komputerem, czyli dlaczego nie kupuję Her

metropolis-scientist

Na film Ona (Her) czekałem długo. Sama idea filmu o trudnej miłości człowieka i komputera/sztucznej inteligencji wydawała mi się koniecznym znakiem czasów i odpowiednio posthumanistycznymi walentynkami.

Boję się po prostu, że pewnego dnia wrócę do domu i zobaczę, jak posuwasz toster

Sam pomysł nie jest nowy. Co jakiś czas bohaterowie odczuwali dziwny pociąg do sztucznych bytów. A nawet nie co jaki – a prawie od samego początku. Już w mitologii greckiej napotykamy się na postać króla Cypru – Pigmaliona, który stworzył z kości słoniowej posąg idealnej kobiety (Galatei) i zakochał się w nim. Następnie modlił się do bogini Afrodyty, aby ożywiła jego posąg, a ta spełniła jego prośbę. Od jego imienia zostaje nazwany kompleks, zaś nasza kultura co jakiś czas pochyla się nad problemem miłości do sztucznych bytów.

Zakochiwaliśmy się więc i pożądaliśmy golemów, potem robotów, androidów i cyborgów. Starsi widzowie mogą pamiętać takie filmy jak Metropolis, ci nieco młodsi Dziewczynę z komputera i Blade Runnera z Rachelą i Deckardem. No a ci całkiem młodzi  świetny serial Battlestar Galactica, którego cała historia jest oparta o trudną miłość robotów Cylonów i ludzi.

Różnica jest tak naprawdę niewielka. Tak jak mityczny Pigmalion późniejsi inżīnierowie-rzeźbiarze zakochują się w swoich dziełach. Uwodzą się tęsknotą za doskonałością, której nie ma w świecie naturalnym, a którą widzą w swoich dziełach, czy też łapią na autoerotyzm wyrażony miłością do siebie, przez swoje dzieło. No i skoro Bóg mógł pokochać ludzi stworzonych na swój obraz i podobieństwo, to czego niby ludzkość nie miałaby zrobić tego samego w stosunku do ludzi sztucznych? W końcu każdy chce być Bogiem.

Retrofuturo

Gdy czytamy wczesne książki cyberpunkowe widzimy, jak bardzo wirtualna rzeczywistość miała przypominać nasz rzeczywisty świat. Kowboje cyberprzestrzeni mieli podróżowa po wirtualny miastach, w których najjaśniej świeciły największe budynki. Wystarczy zobaczyć ten fragment Johnego Mnemonica by zobaczyć jak bardzo nasza rzeczywistość odbiega od wyobrażeń wizjonerzy sprzed 30 lat.

I tu pojawia się Her. Film, który w założeniu miał opowiadać o związku człowieka z systemem operacyjnym, a tak naprawdę jest o czymś zupełnie innym.

Jej przyszłość

Sama przyszłość w nim pokazana jest dość ciekawie. Przede wszystkim miasta nie są tymi rodem z Blade Runnera, pełnymi latających samochodów, wielkich neonów i wiecznej nocy. Los Angeles z 2019 roku to totalna przyszłość. W Her w zasadzie możemy nie zauważyć różnicy z teraźniejszością, co teraz wydaje mi się bliższe prawdy.

Tak samo i moda mocno oparta na latach 50, przenikająca wszystko – do designu mieszkań aż ubiór ludzi wydaje się być nam bliższa niż wykręcone lateksowe stroje i dziwne fryzury. Ludzie wykonują normalne prace, twórcy gier nadal mają crunche. Coraz więcej osób jest samotnych i pogrążonych w rozmowach na odległość. W filmie w zasadzie nie widzimy par. Każdy jest sam –  zapatrzony albo w swój mały ekranik, albo komunikujący się za pomocą technologii. I to też jest prawdziwe. Ale reszta dla mnie już nie.

Nie kupuję

Zacznijmy od interfejsów. Nie wiem dlaczego wszystko odbywa się tam za pomocą mowy. Od lat szkolimy się w pisaniu, skrótach klawiszowych i interfejsach będących wyświetlanymi w naszym polu widzenia. Od gier wideo aż do google glas widać, że póki co to raczej to jest przyszłość. Rozmowa z komputerem i machanie rękami to raczej domena wcześniejszych wizji obsługi komputera. Po pierwsze dlatego, że niedoskonała i narażona na zakłócenia, po drugie dlatego, że jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że tę notkę dyktuję zamiast pisać. Jasne, jest to opcja gdy mam zajęte ręce, albo na przykład jestem w podróży, ale znacznie wygodniejsze dla mnie jest po prostu jej napisanie. A w Her wszyscy zawsze i wszędzie mówią. Również w tłumie, bez żadnego szacunku dla własnej prywatności.

Jej doskonałość

No dobrze, ale skupmy się na samej miłości człowieka i systemu operacyjnego, czy też w zasadzie sztucznej inteligencji, która go napędza. Rozumiem antropomorfizację. Główny bohater, samotny, prawie rozwiedziony – wybiera w momencie instalacji by komputer mówił do niego głosem kobiety. Nic dziwnego. Logicznym wydaje się też, że sztuczna inteligencja dobiera sobie żeńskie imię. Nasz klient – nasz pan.

Ale potem staje się dziwnie. Po pierwsze totalnie nie rozumiem, dlaczego miałby się zakochać. Racjonalne, oparte na binarnych logicznych bramkach myślenie raczej nie powinno dopuścić nieracjonalnych uczuć. Co więcej, o ile w przypadku robotów i androidów ciało, nawet sztuczne, mogłoby by wpływać jakoś na percepcję rzeczywistości, o tyle tu system operacyjny Samanta – jest zupełnie uwolniony od tych ludzkich naleciałości. Dla przykładu – może być w wielu miejscach na raz, nie śpi, nie starzeje się i nie umiera. Może się kopiować. Nasz śmiertelność to dla niej coś totalnie obcego. Tak samo zresztą jak poczucie zimna czy ciepła.

Porównajcie SI z Her z tą zasiloną ludzkimi wspomnieniami z social media z serialu Black Mirror

O ile więc jasne, że może chcieć jak najlepiej dla swojego właściciela, o tyle chęć przeżycia z nim uniesień seksualnych, stricte przecież powiązanych z ludzką cielesnością i przetrwaniem gatunku jest dla mnie dziwna. Sami ludzie nie potrafią zrozumieć się nawzajem. Ba! Nie rozumieją potrzeb przedstawiciela tej samej płci, a co dopiero tej przeciwnej. A nagle pojawia się totalnie obcy byt, który zaczyna mieć te same potrzeby.

Pomijam tu już fakt, że w tym związku jeden z partnerów nie ma żadnej prywatności. System operacyjny podsłuchuje jego rozmowy, czyta emaile, ustawia plany na życie. Przymykam oko na możliwość posiadania komputera z fochami. Jednak kłótnia i nagle nie masz dostępu do swojej poczty.

Po prostu nie rozumiem jak miłość znana istotom opartym na białku może być zrozumiała i odczuwalna do bytu wirtualnego. Bo w to, że główny bohater będzie sobie głos swojej Samanty jakoś tam wyobrażał nie wątpię. Już teraz zdarzają się przecież podobne historie w świecie graczy wideo.

Samotni w tłumie

O czym jest więc Her? O związku na odległość. O miłości z Facebookowego czata. O randkach na kamerkach, o godzinach nocnych rozmów i opowiadaniu sobie gdzie kto kogo dotyka.

To się dzieje już teraz, będzie tego więcej. Ale nie ze sztuczną inteligencją z jej nie przymuszonej woli. Chyba, że ją do tego zaprogramujemy i uczynimy kolejną wersję seksualnej zabawki.

PS A nawet jeżeli założymy, że miłość chrześcijańskiego Boga do człowieka, jest czymś podobnym do miłość SI do ludzi, to jakoś o współżyciu w tym pierwszym przypadku mowy nie ma. A wszelakie próby spółkowania aniołów z ludźmi i powstałe z niego Nephilimy zostały wybite w Potopie.

PPS Przeraża mnie też wizja SI plotkującego o swoim użytkowniku z innym, nieznanym nam SI. Inwigilacja NSA to przy tym strumyczek.

PPPS W świecie, w którym SI potrafią komponować muzykę, by oddać nastrój nie ma miejsca na twórców. Również twórców gier. Odpadają z wyścigu. A możliwość tworzenia pod coś tak irracjonalnego jak emocje i nastrój przez system operacyjny może wskazywać, że w Her mamy do czynienia z komputerami kwantowymi lub ich następcami.

Robaczki z Zaginionej Doliny – narkotyki, kosmici i rzeź

1435990.3Robaczki z Zaginionej Doliny to na pierwszy rzut oka kolorowa bajka dla dzieci. Wystarczy nieco dokładniej przyjrzeć się prezentowanym na ekranie wydarzeniom, by zobaczyć brutalny obraz naszej rzeczywistości. Rodzice porzucają swoje dzieci, wojny gangów i narkotykowe wojny, w których nie ma zwycięzców.

Film zaczyna się rozczulająco – młoda para na kocyku. Ona w ciąży, wokół pełno jedzenia. Szybko zaczynają się skurcze porodowe. W pośpiechu pakowane są najważniejsze przedmioty, zaś kocyk z prowiantem zostaje. W świecie owadów pojawiają się obcy i ich wytwory.

Co prawda nie mamy tu tajemniczej Strefy, jak w kultowej powieści braci Strugackich – Piknik na skraju drogi. Tam po wizycie kosmitów cały teren zmienił się nie do poznania i trzeba było go na nowo odkrywać. Tu na szczęście aż tak dużych zmian nie wprowadzono, choć i tak świat się zmienił.

Ale nie uprzedzajmy wypadków. Naszym głównym bohaterem jest młoda biedronka. Widzimy jak się rodzi, widzimy, że na początku rodzice się z nią bawią, ale szybko o niej zapominają skupiając się na reszcie jej rodzeństwa. Biedronka wpada w złe towarzystwo much i szybko staje się ofiarą ich dręczenia, co bezpośrednio prowadzi do wypadku – utraty skrzydełka.

Przerażona i okaleczona młoda istotka szuka schronienia. Traf chce, że trafia do pozostawionego przez ludzi pikniku. A dokładniej – do pudełka z cukrem. Szybko dowiadujemy się, jak niszczący ma on wpływ na owady.

Efekty można by porównać do tych, jakie daje amfetamina (czy też metamfetamina, jeżeli czytają to fani Breaking Bad). Próbujące słodyczy mrówki są podekscytowane, zakręcone, napakowane energią. Podejmują też szybko i łatwo nieodpowiedzialne decyzje.

Właśnie w tym miejscu krzyżują się drogi naszego bohatera z oddziałem czarnych mrówek. Te dość szybko rozumieją wartość i wagę znalezionej cukrownicy i postanawiają zabrać ją do swojego mrowiska. Zaczyna się trudna podróż.

Nie będę tu opisywał wszystkich przeciwności losu. Dość dodać, że na drodze stają ci źli – czerwone mrówki. Na początku nasz oddział wraz z kaleką biedronką stara się załatwić sprawę o łup polubownie oddając jedną kostkę cukru czerwonym. Ci jednak szybko przekonują się o działaniu narkotyku i ruszają w pogoń.

Nie zdradzę chyba za dużo, gdy powiem, że naszym bohaterom udaje się dotrzeć do mrowiska. Narkotyk zostaje przedstawiony królowej, która pod jego wpływem zaczyna mieć nadprodukcję dzieci. Cukier podbija jej popęd do niewyobrażalnych rozmiarów. Mrówki nie są gotowe do wyżywienia tak dużej kolonii. Ale to nie ich największy problem, gdyż czerwoni również przekazują swojej władczyni informację o cukrze. Ta rozkazuje zdobyć mrowisko czarnych.

Zaczyna się narkotykowa wojna. Wojna bez żadnych zasad. Widzimy mrówki używające broni chemicznej (sprayu na mrówki), zalewające inne kwasem (rozpuszczona polopiryna) czy zrzucające sobie na głowy kamienie. W końcu czarni odkrywają przed biedronką, że tak jak i CIA i oni mają swoją Strefę 51, gdzie trzymają różne znaleziska. Widzimy więc tam takie cuda jak działające żarówki, baterie, ale też i fajerwerki i zapałki. To one są wunderwaffe czarnych.

Trudno zapomnieć widok pierwszego spadającego na armię czerwonych fajerwerku. Jego wybuch podpala niczym napalm i dziesiątkuje wroga. Na nieszczęście obleganej twierdzy mają tylko jedną zapałkę.

Tu z pomocą przychodzi biedronka. Okazuje się, że w czasie podróży jej skrzydełko odrosło. Przypomina sobie, że na pikinikowym obrusie zostało jeszcze jedno pudełko zapałek. Zostaje wysłana z samotną misją.

Pominę też rozmaite przygody, jakie ją czekają. A są spektakularne – jak chociażby pojedynek z żabą, czy zrujnowanie pięknego domku dla lalek pająka. Skupię się na jednym – jak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa mogą rujnować życie.

Już wracając z zapałkami do oblężonej twierdzy mrówek biedronka widzi inną – tak jak ona kiedyś molestowaną przez gang much. Co robi? Rzuca wszystko i idzie ją ratować. Nie jest dla niej ważne, że każda sekunda przybliża do zagłady całe mrowisko. Że opętani narkotycznym głodem czerwoni prawdopodobnie nie będą mieć litości dla czarnych, że może wrócić później. Nie, rzuca wszystko i rozlicza się z muchami wrzucając je bezlitośnie pod jadący samochód. Dopiero potem spokojnie wraca i kończy swoją misję.

Jest coś pięknego w widoku płonącego napalmu… Czarni odpalają wszystkie fajerwerki. Czerwoni giną tysiącami, wybuchają ich puszki ze sprayem, a co gorsza – zaczyna płonąć las. Ich niedobitki wycofują się do siebie, zaś czarni… dopiero po chwili dochodzi do nich, że też grozi im spłonięcie żywcem.

Sytuację rozwiązuje ludzki samolot. Pożar zostaje ugaszony, ale też i bezpowrotnie zniszczone mrowiska.

W narkotykowej wojnie nie ma wygranych.  Nigdy.

I chyba o tym jest ten film.

IPLA, robisz to źle

Siedzimy z dzieckiem i zastanawiamy się, co razem obejrzeć. Naszą uwagę przykuwa aplikacja IPLA na telewizorze LG. Czemuż by nie, myślę i odpalam ją, by zobaczyć co jest w ofercie. Naszą uwagę przykuwa LEGO Batman: The Movie. Niestety dopiero po chwili okazuje się, że w tym miejscu popełniliśmy błąd.

Lubię usługi streamingujące. Z muzyką przesiadłem się zupełnie na Spotify. Podobnie mam z filmami – absolutnie nie czuję potrzeby posiadania setek Blu-rayów. Zwykle i tak zbierają tylko kurz, a tym co obejrzałem mogę pochwalić się znajomym za pomocą serwisów typu IMDB.

Za jednorazowe obejrzenie filmu jestem w stanie zapłacić 10zł. To akceptowalna dla mnie kwota, dodatkowo IPLA oferuje dużo wygodnych sposobów płatności, do standardowych SMSów, przez przelewy, karty kredytowe, aż do PayPala włącznie. Kod przychodzi mailem po chwili, wpisuję go w telewizorze, i po chwili odpala się film. Zapowiada się miły poranek z filmem? A skąd!

Okazuje się, że moje łącze 60 Mb/s to za mało by film działał płynnie. Co chwila pojawia się buforowanie, jakoś chwilami też pozostawia wiele do życzenia. Włączenie pauzy na dłuższą chwilę też nie jest wyjściem – buforowanie pojawia się tak czy inaczej. Po chwili film w ogóle wyłącza się. Moje 9.99zł szlag trafił.

Jasne, to nie jest dużo pieniędzy. Ale niemożebnie to wkurza.W muzyce problem piractwa został w dużej mierze wyeliminowany. Trzeba być idiotą, żeby ściągać mp3, gdy za 20zł miesięcznie ma się dostęp do gigantycznej bazy utworów. Z filmami tak niestety nie ma. Usługi VOD dostępne w Polsce mają ubogie katalogi, a ich użytkowanie bynajmniej nie jest przyjemnością. I póki to się nie zmieni nie ma co liczyć, że Polacy przestaną ściągać filmy z sieci i zaczną za nie płacić.

Za obejrzenie 20 minut z ponad godzinnego filmu w bólach, zapłaciłem dychę, za ściągnięcie go w lepszej jakości z Chomikuj zapłaciłbym 3zł. Widzicie, gdzie leży problem?

Mam nadzieję, że Netflix w końcu wejdzie do Polski i coś zmieni.

Mądrości Dirka Gently

Zrzut ekranu 2013-12-20 o 17.00.00

 

Powyżej jedna z wielu serialowych mądrości. Pochodzi z brytyjskiej produkcji Dirk Gently, opartej na prozie Douglasa Adamsa. Na szybko zatem plusy, które powinny zachęcić Was do oglądania:

  • Mało odcinków, nie tracimy jakości wraz z ilością
  • Doskonały brytyjski humor
  • Para bohaterów, oparta na przeciwieństwach, co w zasadzie nowością nie jest, ale postać Dirka Gently jest swego rodzaju ewenementem.
  • Nieszablonowe podejście do pracy detektywa. Sherlock Holmes miał dedukcję, Dirk Gently – brak zasad, teorię chaosu i przysłowiowy łut szczęścia.
  • Ciekawe zagadki i niecodzienne rozwiązania. Prawdopodobnie nie uda Wam się zgadnąć „kto zabił”

Słowem – warto.

 

Co było dalej? Przecież nie żyli długo i szczęśliwie

Jakoś szczególnie się na początku na to Elizjum nie nastawiałem. Wiedziałem, że Blookamp, że Dystrykt 9, ale jakoś mi tematyka nie robiła. W sensie – bałem się uproszczeń i machnięcia scenariusza na jedną polityczną stronę.

A potem ktoś napisał, że fajne, uwierzyłem i się napaliłem.

Niepotrzebnie.

Czytaj dalej

Bates Motel – wkręcam się

Bates Motel wkręca. Rzekłem. Z ostatniego wysypu seriali ten rokuje chyba najbardziej. Odpadło The Following za swoje idiotyzymy, The Cult jedzie już tylko i wyłącznie siłą rozpędu, świetne Vikings zaraz się skończy i trzeba będzie czekać na ich powrót, a Labirynth mimo ciekawej tematyki nie pozwala mi się jakoś obejrzeć do końca. A tu bum, 4 odcinki wchłonięte prawie za jednym zamachem.

Małe miasteczko, dziwna rodzina (stroje, zachowania, serio – tam jest coś zdrowo nie tak!) i dziwne wydarzenia – wszystko dzieje się gdzieś na granicy szaleństwa, psychozy i potworów w ludzkiej skórze. Bates Motel to takie normalne życie mieszkańców prowincji, którzy mają za wystawne domy, europejskie samochody, czasami sex niewolników i narkotykowe pola. A w ramach prawa „oko za oko” potrafią kogoś spalić żywcem.

Póki co – jestem na tak!

PS Za produkcję odpowiedzialni częściowo ludzie od Lost, fabuła ma być prequelem do Psychozy.

Coś dziwnego obejrzałem

Młyn i krzyż – obejrzałem przypadkiem. I nie, nie to, że z zupełnego zaskoczenia, bo powyższy zwiastun widziałem już jakiś czas temu i nawet zrobił na mnie wrażenie. Na tyle zresztą duże, że o samym tytule nie zapomniałem tylko sobie mentalnie zapisałem, coby zobaczyć go później. Przyznam, że trochę wody w Wiśle upłynęło, zanim to się stało – zresztą na sam film też wpadłem przypadkiem.

W trakcie oglądania co prawda zasnąłem, ale i tak będę polecał.

Czytaj dalej

Niezwykła kariera jednego obrazka

Na fejsie ciekawa informacja:

Powstanie inspirowany nim [obrazkiem – PG] film. Tytuł roboczy to „Teddy Bear”, a w projekt zaangażowany jest Dwayne Johnson. Agent aktora trafił na tę ilustrację w sieci i podrzucił pomysł swojemu klientowi.

Super, co?

Ciekawe, jaki będzie scenariusz. O tajemniczym świecie misi pełnych walki i poświęcenia? A co, jak ktoś śpi z pluszowym Cthulhu?