Koko Koko Warszawa spoko

20120610-231740.jpg

Do tej pory Euro interesowało mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Ludzie grają w piłkę – wielkie mi rzeczy. No i się to zmieniło. A wszystko przez program w hiszpańskiej telewizji.
Czytaj dalej

Reklamy

Polskie frykasy na emigracji

20120603-110150.jpg

Idę sobie na spacer nad ocean i co ja pacze. Sklep z frykasami z Europy to głównie polskie jedzenie. Na szybie pokazane uszka i pierogi, w głębi puszki Żywca i Warki, sprzedawca kusi mnie polisz kielbasa. Jakoś tak koko spoko się poczułem.

Biletomatowa porażka

20120504-183610.jpgTo nie jest dobry dzień, więc zanim zacząłem pisać, przebiegłem pamięcią poprzednie podróże. Wyszło mi na to, że to nie mój wkurw na świat, tylko to po prostu nie działa. Podróże przestały być źródłem ekscytacji i przyjemności, a stały się po prostu upierdliwym procesem przemieszczania się. I nie chodzi mi tu o zwiedzanie i przebywanie, ale o sam proces docierania na miejsce.
Czytaj dalej

Reklamujmy, to fajne jest

20120209-174944.jpg

Dojrzewam. Dopiero niedawno odkryłem urok reklamowania rzeczy. I że nie jest to nic zdrożnego. Do tej pory byłem klientem idealnym – psuło się, znaczy trzeba kupić nowe. Kto by tam trzymał rachunki i bawił się w reklamacje. No ale to się zmieniło i mam dwa success story.

W ramach disclaimera dodam też, że jakiś czas temu odkryłem zarówno świetne i relatywnie tanie słuchawki do ajfona, jak i markę jeansów, które fajnie wyglądają. I oczywiście te dwie rzeczy się zepsuły.
Czytaj dalej

Te złe, płacące korporacje

20120128-142822.jpg

Dzień pracy szefa koncernu to ciężki kawałek chleba. Rano myśli, jak wybić kolejne zagrożone gatunki, podczas lanczu wpędza w biedę kolejne grupy społeczne, popołudnie i kolacja to uprzykrzanie życia artystom i konsumentom. Wieczór to kąpiel w basenie pełnych pieniędzy, odpalanie cygar od studolarówek, dziwki, koks i szampan. Łatwo nie jest.

Czytaj dalej

Pochwała przeciętności

Nie, nie musisz być kimś. Możesz być po prostu nudnym sobą.

Kontestacja się nie zmienia. Kiedyś bycie innym wymagało złamania schematu. Nie wypadało chcieć być dobrym obywatelem, nie nosiło się garniturów, nie chciało się stałej pracy. Punkowa młodzież upajała się buntem za kasę rodziców/państwa, po czym część z nich grzecznie szła do pracy, część zatracała się w narkotykach i alkoholu, promile próbowały jakoś wcielić w życie swoje ideały. Z różnymi sukcesami, ale przynajmniej podejmowali próby.

Teraz należy za wszelką siłę „być sobą”, kreatywnym sobą. Problem w tym, że oznacza to według rozmaitych afirmacyjnych filmików bycie młodym i pięknym, życie w dużym mieście i swobodne jeżdżenie na rowerze w godzinach pracy.
Czytaj dalej

Wewnętrzne dziecko czyha na nieuważnego ojca

„My inner pedophile raped your inner child”

20111217-143636.jpg

Zakupy prezentowe dla dziecka to idealny moment na zastanowienie się, ile tak naprawdę z nich kupiliśmy dla wirtualnego siebie.

Każdy ojciec ma jakiś gust i zainteresowania. Wiadomym powszechnie jest, że jego zdaniem, to najlepsza możliwa na świecie kombinacja. Dziecko powinno przyjąć i zaakceptować je z wdzięcznością po czym wrócić do cichego przebywania przy stopie.

A juz w ogóle najgorzej jest, jak pojawiają się jakieś niespełnione marzenia z młodości, które teraz można w stylu life by proxy zrealizować za pomocą dziecka.

Miecz świetlny (guilty!) jest chyba najlepszym przykładem. Sam sobie nie kupię, bo nie wiem, znajdzie się masa przydatniejszych gadżetów, ale jako prezent… Fiu fiu, brzmi nieżle, co? Zwłaszcza, kiedy rozpalona wyobraźnia podsunie nam pomysł pojedynków, a w głowie pojawi się po raz pierwszy stwierdzenie „dwa miecze na fakturę poproszę”.

Na szczęście w tym przypadku miecz był zabawką pożądaną, bez większej indoktrynacji i starwarsowego prania mózgu. Co jednak gdy dziecko przejawia zupełnie inne zainteresowania?

Bo przecież mogą mu się zrobić inne gusta niż nasze,i mimo osłuchania Moderatem i Massive Atrack nagle zażądać włączenia Gumi Misia, czy innego dresiarskieo koszmarka.

Co wtedy? Nic. Jeżeli gdzieś spieprzyłeś i nie spędzałeś z dzieckiem czasu to nie dziw się, że nie wie, jak zajebiste masz zainteresowania i że warto się nimi zainteresować. Znalazło sobie własne i tyle. Mleko się rozlało.

Zresztą nawet spędzanie czasu nie gwarantuje zachwytu na mieczem świetlnym. I tu nadchodzii ten trudny moment, w którym należy sobie uświadomić, że gusta są różne i nie ma co się wstydzić kupowania sobie zabawek. Dziecku dać co tam chce, siebie też zadowolić i pozwolić każdemu być sobą. Żadnego uszczęśliwiania na siłę.

Z pluszowym Cthulhu można spać samemu. Serio.

PS a jeżeli to do ciebie nie przemawia to przypomnijmy sobie jakie prezenty twoi rodzice ci kupowali i jak bardzo były zajebiste

Nie/anty-notka

20111216-235222.jpg

Nigdy do końca nie rozumiałem serwisów z nie/anty w nazwie, które dodatkowo udają, że branżowe nie są. Do czasu.

Jakoś nie mogę się przekonać do tych nazw, sam nie wiem dlaczego. I nawet nie są to powody osobiste, bo skąd inąd ciekawy blog, nazwijmy go na potrzeby chwili antydrewno, też mnie swoim podejściem i nazewnictwem dziwił. Kochają drewno i pisząc o nim z pasją jestem jednocześnie anty? Jakieś to takie licealne mi się wydaje.

Skąd ta pasja do negacji? Co w tym fajnego? Zwłaszcza, że jeżeli to nie tylko nazwa ale i zbuntowany mit założycielski danego sajtu, to zaczyna się robić ciekawie, gdy pojawiają się pieniądze.

Bo nagle okazuje się, że mimo wcześniejszych deklaracji branżą się jest i zaczynają się pojawiać drobne zmiany, które powodują zwiększenie klików. Jasne, pierdółki, ale zawsze. Bo wyłączenie pełnego kanału rss i dawania tylko leadu o czymś mówi. Tak samo zresztą, jak pojawienie się wyśmiewanych wcześnej ankiet, czy też poradników prezentowych.

I nie piszę oczywiście, że to źle, czy że tak nie można. Po prostu zderzam sobie to co widzę z wcześniejszymi deklaracjami i widzę tryumf smutnej rzeczywistości.

Ciekawe czy to dalej nie jest branża…

Bo chyba bycie anty było modne i fajne tylko przed wejściem do grupy. Teraz to zeszła poza.

PS chociaż oni się akurat za wszystko nie obrażają, jak taki jeden bloger

Pisz, co myślę

20111214-112318.jpg

Tracimy bezsensownie dużo czasu na pisanie.

Bo przecież kiecyś było prościej. Pan mówił, sługa pisał i chyba czas do tego wrócić. Oczywiście zastępując skrybę urządzeniem, które nas wysłucha i przełoży to na tekst.

Będzie łatwiejj Pewnie. Nie zawsze mamy czas wyciąg możliwości by wyciągnąć notatnik i zacząć notować. Poza tym słyszymy od razu jak to brzmi i odpowiednio zmieniamy tempo i układ tekstu. no i nawet jeżeli nagramy coś ciekawego to przewidywania jest męką.

No a do tego odpada cała zabawa z ortografią, autokorektą (pamiętacie, że piszę na ajfonie?) i tym podobnymi zabawami.

A soft do rozpoznawania mowy jest coraz lepszy.

A wersja przyszłościowa, ta na którą czekam? Kabelek do mózgu i dump strumienia myśli. To było dopiero blogowanie.

I masa ciekawych wstawek z dryfami myślowymi.