Zgryz mam z tym facebookiem. Z jednej strony niby taki społecznościowy, niby ludzie nie mogą bez niego żyć, z drugiej zaś okazuje się być nie lada przeszkodą.
Category Archives: lajf
Revolution – rewolucji nie ma
Pilota Revolution obejrzałem. Jest ok, ale mogłoby być o tyle lepiej.
To były moje ostatnie Conversy
3,5 dostałem – słabo
Napisałem na swoich studiach o Fantastyce i SF pierwszy esej. Dostałem 3,5.
Zbiorczo, życiowo, są seriale i muzyka

Nie pisałem długo, wiem, przepraszam. Już się tłumaczę – to nie moja wina, tylko WordPressa. I to nawet nie samej usługi, a edytora, który nagle przestał przyjmować polskie znaki i sprawił, że pisanie stało się udręką.
A w sumie szkoda, bo wydarzyło się całkiem sporo i jest o czym opowiadać.
McBunt
Drażni mnie, że nawet bunt stał się jakiś taki ustandaryzowany. Męczy mnie, że w kółko te wszystkie zaangażowane kapele śpiewają o tym samym, prowadząc wojny, które dla mnie już straciły znaczenie. Brakuje mnie nowej „Wieży radości, wieży samotności” Sztywnego Palu Azji, bo to jedyny znany mi utwór, który mówi o czymś więcej niż walce z jakimś defaultowym przeciwnikiem.
Prywatność epoki smartfona
Zrobiłem sobie kiedyś mały eksperyment. Byłem akurat w rodzinnym Lublinie, a ponieważ pojawiam się tam rzadko, więc i prawdopodobieństwo wpadnięcia na znajomych jakieś duże nie jest. A co za tym idzie – trafiałem na samych obcych ludzi. I dobrze, taki był cel, gdyż chciałem sprawdzić na ile prywatne są nasze telefony.
Szaleństwo internetu – kościół Google
Wyjść z cyfrowej twierdzy

Zabawne – jechałem metrem zatopiony w swoim ajfonie. Wysyłałem smsy, sprawdzałem Twittera, czytałem książkę. No a do tego oczywiście słuchałem muzyki. Gdy na chwilę oderwałem głowę od ekranu okazało się, że tuż przy mnie siedzi mój znajomy. Nie wiem od jak dawna, ale z jego opowieści wynikało, że próbował się ze mną przywitać co najmniej 5 razy. A ja tego nie zauważyłem. Ciekawe, ile rzeczy przegapiłem wcześniej przez swojego smartfona.
Poranny internetowy rozruch
Mój internetowy rozruch? Email, Twitter, Facebook, Flipboard + RSS, , Tumblr. I to chyba jest dobra gradacja ważności źródeł informacji.
W królestwie umierającego analogu

Na nowy album Dead Can Dance czekałem 16 lat. To, że kupię, a nawet więcej – złożę zamówienie przedpremierowe – jest pewne. Głowię się tylko, którą wersję zamówić. A to dla mnie o tyle ciekawe, że pokazuje, jak bardzo zmienił się świat i moje jego postrzeganie.
Tumblr
Założyłem sobie testowo Tumblra na rozmaite szybkie obrazkowo-filmikowe wrzutki. WordPress się jakoś do tego nie za bardzo nadaje, albo na tyle go jeszcze nie okiełznałem, żeby sensownie tu takie rzeczy wrzucać. No i też nie wiem, czy szanowna widownia życzyłaby sobie pomieszanie dłuższych tekstów z teledyskami, słitfociami i obrazkami.
Życiowo
Obrazek
Czy Bóg ma konto na Facebooku?
Słonecznie w tej Kalifornii

Pierwszy dzień dziwnego E3 za mną. Na razie czuję się trochę jak na seansie odnowy biologicznej, połączonej z małym odpoczynkiem od siebie. Brak imprez, dużo słońca i snu. I jakoś dziwnie spokojnie jest.




