Biletomatowa porażka

20120504-183610.jpgTo nie jest dobry dzień, więc zanim zacząłem pisać, przebiegłem pamięcią poprzednie podróże. Wyszło mi na to, że to nie mój wkurw na świat, tylko to po prostu nie działa. Podróże przestały być źródłem ekscytacji i przyjemności, a stały się po prostu upierdliwym procesem przemieszczania się. I nie chodzi mi tu o zwiedzanie i przebywanie, ale o sam proces docierania na miejsce.
Czytaj dalej

Horoskop przyszedł

Horoskopy nie działają, a przynajmniej nie tak, jak sobie to wyobrażaliśmy. Nie ma to nic wspólnego z wiarą w magię, mistycyzm i wpływ gwiazd. Jeżeli ktoś chce wierzyć, że data jego urodzin i wzajemne położenie ciał niebieskich może decydować o tym, jak udany będzie mieć swój wymarzony urlop w Ciechocinku, to jego sprawa. Po prostu te 3000 lat temu, kiedy je wymyślano, Ziemia była w innym miejscu w stosunku do słońca. A to zmienia wszystko.

Czytaj dalej

I will let you down

No więc zassało mnie i nie mogę przestać słuchać. Wiem, że zapętlenie się na jednym z kawałków to świetny wstęp do zdiagnozowania Zespołu Aspergera, ale nie o tym teraz. Będzie o zupełnie przypadkowym współczesnym Ars Moriendi, o wyznaniu i gniewie. A wszystko to przez jeden utwór.

Czytaj dalej

Humaniści muszą odejść

Boję się trochę faktu, że coraz mniej rozumiemy współczesne technologie. Urządzenia stają się coraz prostsze w obsłudze i coraz bardziej skomplikowane w budowie, przez co nie za bardzo wiadomo, co tam w zasadzie się w środku dzieje. Parę przycisków, kilka opcji i bach, nagle możemy porozmawiać sobie z naszym telefonem i wydać mu proste polecenia. Z drugiej strony komputery poznają nas coraz lepiej. Umieją nas leczyć, zapewniać i polecać nam rozrywkę, pisać za nas artykuły, a nawet bawić się w psychologa. Pachnie mi to buntem robotów w niedalekiej przyszłości.

Czytaj dalej

No to po Dniu Ziemi

Z tą ekologią to jest śmieszna sprawa, bo w zasadzie, co jej się bliżej nie przyjrzeć, to zaraz wychodzi, że robimy coś bez sensu. Od gaszenia światła na godzinę, co nie dość, że nic nie daje, to może być i nawet szkodliwe, aż do zatruwania środowiska przez fabryki sztucznych, ekologicznych futer i protestowania przeciwko teoretycznie najekologiczniejszym elektrowniom atomowym. Nie chcę mi się w to jakoś szczególnie wnikać i analizować, nie mam też zamiaru o tym zadyskutowywać się na śmierć.

Czytaj dalej

Strachy współczesnych dzieci

Nie wiem, co jest nie tak z Bułgarami. Z jednej strony wydają się być sympatycznymi ludźmi, są jednym z najstarszych krajów na świecie, który do tego nigdy nie zmienił swojej nazwy, mają bogata kulturę i historię. Szkoda tylko, że to głównie opowieści o krwawych władcach i vendettach. Od Włada Palownika, który potem zamienił się w Draculę aż po zbiór baśni ludowych „Opowieści o wierchu lubaszu”, dzięki którym dowiedziałem się za młodu, że książek można się bać.

Czytaj dalej

W przyszłości bez gadżetów będziesz gorszym człowiekiem

Opowieści o przyszłości z przeszłości zaczynają się sprawdzać. Nowe okulary Googla pozwalające nam zaglądać do nieistniejących, wirtualnych światów to zwiastun kolejnej zmiany. Komputery przyszłości staną się częścią naszego stroju.

Czytaj dalej

Mam świetny telefon i laptop. Szkoda, że nie da się na nich pracować bez gniazdka w okolicy

W zasadzie to nie wiem, czy uda mi się dokończyć ten tekst. Smartfon wyładował się już dawno, laptopowi zostało z 20 minut na baterii. Niesamowicie drażniące jest to, że mimo posępu technologicznego nadal nie wymyśliliśmy, jak sprawić, by nasz laptop i smartfon wytrzymały więcej niż jeden dzień aktywnej pracy.

Ile można zmieścić w 64 kilobajtach?

Nie pomyliłem się, piszę o kilobajtach. Młodszym czytelnikom przypomnę, że kiedyś, dawno temu były dyskietki. Żeby nie cofać się za daleko dodam, że te wykorzystywane w pecetach miały oszałamiającą pojemność 360kb, potem pojawiły się wersje, na których mieściło się 1,2 megabajta, by finalnie dojechać do 1,44mb.

Czytaj dalej

13 pracowników, 30 milionów użytkowników, 1 miliard dolarów

77 milionów dolarów za każdego pracownika. Na tyle Facebook wycenił Instagrama.

No dobra, te 77 milionów piszę trochę pod publiczkę, bo przecież to, że serwis polegający na wrzucaniu do sieci hipstersko przerobionych fotek zatrudnia tylko 13 pracowników, to mniej ważne niż liczba jego użytkowników. A tych jest nieco więcej, bo aż 30 milionów. Wynika z tego, że Zuckerberg zapłacił około 28$ za każdego z nich. Ale też chyba i nie o nich do końca chodziło w tym zakupie za miliard dolarów.

Czytaj dalej