Biały Orzeł

Ileż to razy podczas rozmaitych imprez powstawały przegenialne plany, mające podbić świat. Satrtupy, książki, serwisy internetowe… wszystko na wyciągnięcie ręki. Świat jest ich pełen. Problem tylko w tym, że z reguły nigdy nie powstają.

Dlatego podziwiam ludzi, którym się to udaje. Ludzi, którzy obierają sobie jakiś cel, po czym konsekwentnie go realizują i osiągają co najmniej dobry wynik. Bo już sam fakt, że się udało znaczy dużo. A wbrew pozorom zrobienie po prostu dobrego produktu też jest koszmarnie trudne.

Czytaj dalej

Bye bye Sons of Anarchy, bye bye Californication

Poddałem się, mam dość. Dwa seriale lądują w koszu.

  • Californication prosiło się o to od dawna. Serial miał niesamowity pierwszy sezon. Jeden z lepszych jakie widziałem w życiu. Kompletną i zamkniętą historię o facecie (piszę z męskiego punktu widzenia ofc), który pogubił się w życiu i walczy o to, co wydaje mu się najważniejsze.

    Czytaj dalej

A do tego warto dodać, że do sukcesu akcji Schafera na Kickstarterze dołożyła się również:
– premia za bycie pierwszym
– fala buntu przeciwko „złym wydawcom” i wspieranie twórców związane z protestami przeciwko SOPA i ACTA

Ciekawe będzie też, czy w przypadku Humble Indie Bundle średnia cena za grę będzie utrzymywać się na stałym poziomie, czy może jednak po jakimś czasie zacznie spadać. Bo w końcu nie bez znaczenia jest tu fakt, że takich paczek z grami pojawia się coraz więcej.

Jacek Wesolowski's awatarInżynieria Wszechświetności

Gdyby Pedro Almodóvar i Woody Allen ogłosili zamiar wspólnego nakręcenia filmu za pieniądze fanów, ci chętnie powierzyliby im swoje zaskórniaki. Nie ogłoszono by jednak na tej podstawie rewolucji w kinematografii. Wiadomo – gwiazdy mają przywileje.

Tim Schafer i Ron Gilbert są Almodóvarem i Allenem gier komputerowych. Jak można nie wesprzeć ludzi, którzy stworzyli „Secret of Monkey Island”?

Dużo mówi się o niedawnej zbiórce Schafera na nową grę przygodową. Ponieważ współcześnie termin ten ma inne znaczenie niż kiedyś, warto wyjaśnić dla ścisłości, że nie chodzi o grę zręcznościową, której bohaterom przydarza się dużo wartkich przygód. Tradycyjne „przygodówki” to odmiana „interaktywnego filmu” przeplatanego zagadkami o konstrukcji zapożyczonej z intryg kryminalnych. Rzecz jasna nie każda gra tego typu jest kryminałem. Na przykład wydany w 1990 roku przebój „Secret of Monkey Island” to komedia o fajtłapie, który pragnął zostać piratem. Jej głównym autorem był Ron Gilbert.

Takie gry cieszyły się wielkim uznaniem dwadzieścia…

Zobacz oryginalny wpis 670 słów więcej

Nie, nie oszalałeś. Telefon nie dzwoni, to syndrom fantomowych wibracji

Siedzę sobie w kawiarni – piję soczek, czytam. Czuję wibrację telefonu w kieszeni. Wyciągam go i widzę, że nikt nie dzwonił. Zaczynam mieć omamy? Wariuję?  Nie. To  syndrom fantomowych wibracji (HPVS). Tak, tak, komórki trochę namieszały nam w głowach.

Czytaj dalej

Nie chcę fotek w internecie

Byłem na spotkaniu, posłuchałem sobie o wykorzystywaniu zdjęć w sieci. Wychodzi na to, że lepiej w ogóle tego nie robić.

Zasada jest prosta – jak jesteś mały i nie da się z ciebie wycisnąć kasy, to generalnie problemu nie ma, chyba, że się zajuma coś naprawdę znanego i cennego. A są takie fotki. Problemy zaczynają się, jak pracujesz dla kogoś dużego, kto ma pieniądze i można mu je zabrać. A nawet jeżeli nie, to jest się z kim ponapierdalać w sądzie. Fun never ends.

Czytaj dalej

Laptop DJ’s must die

Nie znam się na muzyce. To znaczy nie to, żebym nie słuchał, nie wiedział co mi się podoba i takie tam. Po prostu gdzieś dawno temu przestałem rozróżniać kolejne gatunki. A zwłaszcza w elektronice.

Kiedyś to było prosto. Punkt, metal, ska, regge, rock, techno, ambietne, trans, house, gabbet i takie tam. Teraz? Czort wie, jakieś idm, space czy inne badziewie. Nie ważne, bo ja w sumie nie o tym. A bardziej o tym, jak elektronikę na żywo się prezentuje.

Czytaj dalej

Media na pasku PR

Nie wiem, skąd wzięło się to przekonanie u niektórych PRowców, że współpraca redakcyjna oznacza bycie miłym „no matter what” dla ich produktów.

Sytuacja, z którą zmagamy się dzisiaj, jest smutna i zabawna jednocześnie. Smutna, bo pokazuje jak bardzo niektórzy odpłynęli w swój świat celebrytów i poklepywania się po plecach. Śmieszna, bo próba „ustawienia medium” na swoim miejscu w szeregu i pogrożenie palcem, zwykle daje odwrotny efekt.

Czytaj dalej

Era multitaskingu

Pisałem sobie wcześniej o natłoku bodźców, o polowaniu przez nie na odbiorcę i ogólnie przesytem informacyjnym. A może nawet nie przesytem, bo internet nauczył nas już dawno multitaskingu, ale braku zdolności segregacji tego, co dostajemy.

Z drugiej zaś strony ciężko od tego się wyzwolić. Zauważyłem, że o ile jestem w zasięgu sieci, to ciężko mi się od niej odpiąć. Nawet jeżeli oglądam film, czy serial i nie wciąga mnie on na 100%, to zawsze znajdę czas by sprawdzić Twittera, fejsa i takie tam. Po prostu jedno źródło informacji to nagle za mało. A tu proszę, opinia z drugiej strony.

Czytaj dalej

Reklamujmy, to fajne jest

20120209-174944.jpg

Dojrzewam. Dopiero niedawno odkryłem urok reklamowania rzeczy. I że nie jest to nic zdrożnego. Do tej pory byłem klientem idealnym – psuło się, znaczy trzeba kupić nowe. Kto by tam trzymał rachunki i bawił się w reklamacje. No ale to się zmieniło i mam dwa success story.

W ramach disclaimera dodam też, że jakiś czas temu odkryłem zarówno świetne i relatywnie tanie słuchawki do ajfona, jak i markę jeansów, które fajnie wyglądają. I oczywiście te dwie rzeczy się zepsuły.
Czytaj dalej