Jak zarobić na buncie

Pisałem już o tym wcześniej, ale wpadła mi w ręce taka jedna analiza, tu jest jej fragment:

Protestujący z grupy Anonymous zasłaniają twarze maską z wizerunkiem Guya Fawkesa, XVII-wiecznego rewolucjonisty – taką samą jaką nosił V, główny bohater V jak Vendetta. Film został wyprodukowany w 2006 roku przez Warner Brothers i, jak się okazuje, Warner zastrzegł prawa do jego wizerunku, co oznacza, że od każdej maski pobierana jest opłata licencyjna. Od czasu protestów maska jest najlepiej sprzedającym się gadżetem na Amazonie. Jak wynika z wyliczeń New York Times, Time Warner zarobił na niej już 28 milionów dolarów.

Da się? Pewnie, że tak. A to przecież tylko część możliwość sprzedania oburzonym i zbuntowanym przedmiotów i akcesoriów podkreślających ich nonkonformizm i walkę z kapitalistycznym wyzyskiwaczem.

To już dawno przestało być śmieszne

Na swoim blogasku poseł Migalski napisał:

Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie

Szukałem, łaziłem po tym blogasku i szczerze mówiąc tej wypowiedzi nie znalazłem. Ale napisało o niej tyle mediów, że zakładam, iż raczej tego nie przekręcono. A teraz trzeba na to mocno uważać – przykład Boniego i jumania filmów z sieci powinien wystarczy każdemu (nie, nie powiedział tego, Dziennik przekręcił i to dość znacznie – wyjaśnienia na kampanianazywo.pl)

Czytaj dalej

Te złe, płacące korporacje

20120128-142822.jpg

Dzień pracy szefa koncernu to ciężki kawałek chleba. Rano myśli, jak wybić kolejne zagrożone gatunki, podczas lanczu wpędza w biedę kolejne grupy społeczne, popołudnie i kolacja to uprzykrzanie życia artystom i konsumentom. Wieczór to kąpiel w basenie pełnych pieniędzy, odpalanie cygar od studolarówek, dziwki, koks i szampan. Łatwo nie jest.

Czytaj dalej

Odpowiedź do odpowiedzi WO na tekst Żakowskiego.

Przede wszystkim bardzo się cieszę, że w końcu dyskutujemy o meritum, czyli prawach autorskich, a nie zabijamy się o ACTA.

No i muszę się przyznać, że w tej polemice bliżej mi do pozycji Orlińskiego, bo w końcu ktoś kasę na te dzieła zawsze wykłada, a twórca sam może teraz zdecydować w jakim modelu chce prezentować swoje prace. Czy zgadza się na wsparcie wydawcy, czy może sam chce się promować i sprzedawać swoje prace za pomocą internetu.

W ogóle to o tych prawach planuję sam coś napisać.

pawianprzydrodze's awatarPawian przy drodze

http://wyborcza.pl/1,99069,11020296,Nie_sama_sztuka_artysta_zyje.html

(cytaty z linkowanego felietonu zostały w moim tekście wyróżnione na niebiesko)

Rąbnęło mnie, rąbnęło mnie zdrowo. Może to dlatego, że zdarzyło mi w ostatnim roku uczyć przyszłych dziennikarzy i zatrwożyła mnie perspektywa ich nieodpowiedzialności za słowo? Być może właśnie te doświadczenia, jakby napisał Niziurski, gogiczne, spowodowały że po przeczytaniu linkowanego wyżej tekstu polemicznego zaczęłam trząść się ze zgrozy. Moja zgroza jest ściśle filologiczna i nauczycielska. Nic osobistego. Tak wiem, jestem starą i wredną nauczycielicą, która nie rozumie idei, tylko się czepia każdego spójnika i niszczy swobodę wypowiedzi. Ano tak! W każdym razie na moich zajęciach dla adeptów dziennikarstwa niektórzy by nie zaliczyli.  

Nie twierdzę, że podoba mi się wszystko w traktacie ACTA. Ale świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc także bez Beatlesów i bez Beethovena.

Mamy do czynienia z manipulacją – w tym wypadku jest to rozszerzenie  granic wypowiedzi…

Zobacz oryginalny wpis 831 słów więcej

Antiqua i Barbuda – raj dla piratów

W 2007 wydarzyło się coś niespotykanego. Dwie wyspy dostały od USA zgodę na piracenie ich produktów.

Nie wiem, gdzie leży Antiqua i Barbuda i nawet jakoś nieszczególnie mnie to interesuje. Ważne jest, że z powodu dawnych sporów Z USA Światowa Organizacja Handlu zezwoliła temu małemu narodowi (70 tyś. mieszkańców) na omijanie praw autorskich w produktach amerykańskich.

Czytaj dalej