„Oddaj za darmo swoje treści, to cię podpromujemy. Może ktoś coś nawet kupi.” To nowa inicjatywa (nie)sławnego serwisu z torrentami – The Pirate Bay. I w sumie całkiem to fajna inicjatywa, ale mam parę ale.
Category Archives: lajf
Cyfrowa samotność
Ciężko odciąć się od emocji. Dostajemy ich aż w nadmiarze – czy to od życia, czy po prostu dosztukowujemy je sobie mediami. Gry, filmy, książki, internet – wszystko to buduje nam w głowie wirtualny świat mało znaczących przeżyć. Takich, które odrywają i oduczają nas radzić sobie z tymi rzeczywistymi.
W korkowej ciemności
Bum, podgrzanie wody na gorący kubek (pomidorowa na bogato – a co) zepchnęło mnie w wieki ciemne.
Zupełnie prozaiczna rzecz jak walnięcie korków udowodniła, jak mało można dzisiaj zrobić bez prądu. No i że starsze technologie ciężej znaleźć.
Nie, nie oszalałeś. Telefon nie dzwoni, to syndrom fantomowych wibracji
Siedzę sobie w kawiarni – piję soczek, czytam. Czuję wibrację telefonu w kieszeni. Wyciągam go i widzę, że nikt nie dzwonił. Zaczynam mieć omamy? Wariuję? Nie. To syndrom fantomowych wibracji (HPVS). Tak, tak, komórki trochę namieszały nam w głowach.
Nie chcę fotek w internecie
Byłem na spotkaniu, posłuchałem sobie o wykorzystywaniu zdjęć w sieci. Wychodzi na to, że lepiej w ogóle tego nie robić.
Zasada jest prosta – jak jesteś mały i nie da się z ciebie wycisnąć kasy, to generalnie problemu nie ma, chyba, że się zajuma coś naprawdę znanego i cennego. A są takie fotki. Problemy zaczynają się, jak pracujesz dla kogoś dużego, kto ma pieniądze i można mu je zabrać. A nawet jeżeli nie, to jest się z kim ponapierdalać w sądzie. Fun never ends.
Tramwaj w przeszłość przyszłości
Siedzę sobie w knajpie, co się nazywa Tramwaj Warszawski. Nie jest obleśna, jest słabo-nijaka, ale pasuje do klimatu. Geeksteryzuję.
Laptop DJ’s must die
Nie znam się na muzyce. To znaczy nie to, żebym nie słuchał, nie wiedział co mi się podoba i takie tam. Po prostu gdzieś dawno temu przestałem rozróżniać kolejne gatunki. A zwłaszcza w elektronice.
Kiedyś to było prosto. Punkt, metal, ska, regge, rock, techno, ambietne, trans, house, gabbet i takie tam. Teraz? Czort wie, jakieś idm, space czy inne badziewie. Nie ważne, bo ja w sumie nie o tym. A bardziej o tym, jak elektronikę na żywo się prezentuje.
Era multitaskingu
Pisałem sobie wcześniej o natłoku bodźców, o polowaniu przez nie na odbiorcę i ogólnie przesytem informacyjnym. A może nawet nie przesytem, bo internet nauczył nas już dawno multitaskingu, ale braku zdolności segregacji tego, co dostajemy.
Z drugiej zaś strony ciężko od tego się wyzwolić. Zauważyłem, że o ile jestem w zasięgu sieci, to ciężko mi się od niej odpiąć. Nawet jeżeli oglądam film, czy serial i nie wciąga mnie on na 100%, to zawsze znajdę czas by sprawdzić Twittera, fejsa i takie tam. Po prostu jedno źródło informacji to nagle za mało. A tu proszę, opinia z drugiej strony.
Reklamujmy, to fajne jest
Dojrzewam. Dopiero niedawno odkryłem urok reklamowania rzeczy. I że nie jest to nic zdrożnego. Do tej pory byłem klientem idealnym – psuło się, znaczy trzeba kupić nowe. Kto by tam trzymał rachunki i bawił się w reklamacje. No ale to się zmieniło i mam dwa success story.
W ramach disclaimera dodam też, że jakiś czas temu odkryłem zarówno świetne i relatywnie tanie słuchawki do ajfona, jak i markę jeansów, które fajnie wyglądają. I oczywiście te dwie rzeczy się zepsuły.
Czytaj dalej
To już 80 lat ze szczotką klozetową. Ludzie – tego się używa!
Współczesna szczotka klozetowa została wynaleziona w 1932 roku przez Williama C. Shoppa. I żeby było śmieszniej, ma ona sporo wspólnego ze sztucznymi choinkami.
Tak zabawny spam to już dawno nie przyszedł
Blogerze, godnie zrelacjonuj debatę
Nie pojechałem na debatę z premierem o ACTA. Głównie dlatego, że nie zostałem zaproszony, ale też dałem się porwać modzie na odrzucanie zaproszeń.
Z kamerą wśród galeriowiczów
Połaziłem dzisiaj po Złotych Tarasach robiąc sondę uliczną na temat PlayStation Vita. Wnioski? Banalne – ludzie są różni i dziwni. Ale było też parę ciekawych obserwacji.
Reklamowe szaleństwo
No i zaczęło się. Superbowl, czyli z tego, co mi się wydaje – finał ligi footballu amerykańskiego. Sportu, którego totalnie nie rozumiem. Ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, a o reklamy. Bo podczas tego meczu pokazywane są małe dzieła sztuki. A każda sekund tego dzieła kosztuje 160 tysięcy dolarów.
Na szybko – za mało czasu, za dużo myśli
Znowu złapała mnie gonitwa myśli. Zapewne każda z nich zasługuje na osobną notkę, ale nie wiem, czy będę miał na to czas. Więc niech to będzie taki szkic i zapis myśli, z których mam nadzieję, powstanie kiedyś coś dłuższego.







